Sprawa zmartwychwstania – rozdział 2

Poprzedni rozdział

Oczywiste obserwacje

„Nie istnieje żaden dokument starożytnego świata poświadczony przez tak wspaniały zestaw świadectw tekstowych i historycznych, oferujący tak imponujący materiał historyczny, dzięki któremu może być podjęta rozumna decyzja. Żaden uczciwy człowiek nie może odrzucić źródła tego rodzaju. Sceptycyzm wobec historycznych uwierzytelnień chrześcijaństwa opiera się na irracjonalnym uprzedzeniu”.

Clark Pinnock, profesor McMaster University, Toronto

W mojej próbie obalenia chrześcijaństwa dokonałem dziewięciu ważnych obserwacji dotyczących zmartwychwstania:

OBSERWACJA NR 1: Świadectwo historii

Zanim rozpocząłem badanie problemu zmartwychwstania Jezusa, nie zdawałem sobie sprawy, że istnieje tak wiele – historycznych, literackich i prawnych – świadectw, potwierdzających jego prawdziwość.

Badacz historii Rzymu

Profesor Thomas Arnold, przez czternaście lat dyrektor szkoły Rugby, autor trzytomowej History of Rome (Historia Rzymu), kierownik katedry historii nowożytnej w Oxfordzie, znał dobrze wartość materiału dowodowego dla ustalenia faktów historycznych.

Ten wielki uczony powiedział: „Od wielu lat badam historię innych czasów i oceniam świadectwa tych, którzy o nich pisali, i nie znam żadnego faktu w historii ludzkości, który byłby udowodniony przez lepszy i pełniejszy materiał dowodowy wszelkiego rodzaju – zrozumiały dla uczciwego badacza – niż ten wielki znak, który dał nam Bóg, że Chrystus zmarł i powstał z martwych”.

Krytyk tekstu

Brooke Foss Wescott, uczony angielski, powiedział: „Gdy weźmie się pod uwagę cały materiał dowodowy, nie będzie przesadą stwierdzenie, że nie ma żadnego historycznego wydarzenia lepiej i bardziej wszechstronnie udowodnionego niż zmartwychwstanie Chrystusa. Jedynie uprzednie założenie, że musi ono być fałszywe, może podsunąć myśl o niewystarczalności dowodu.”

Profesor historii starożytności

Dr Paul L. Maier, profesor historii starożytności na Western Michigan University, stwierdził: „Jeżeli materiał dowodowy zostanie dokładnie i uczciwie przebadany, rzeczywiście słuszne jest – według kanonów badań historycznych – wnioskowanie, że grób, w którym Jezus został pochowany, był pusty rankiem tej pierwszej Wielkanocy. I ani strzępek materiału dowodowego, który przeczyłby temu stwierdzeniu, nie został dotychczas odkryty w źródłach literackich, inskrypcjach czy archeologii.”

Przewodniczący Trybunału Anglii

Lord Caldecote, przewodniczący Trybunału Anglii, napisał: „Moja wiara rozwinęła się na podstawie tego, co – jak sądzę – jest objawione w Biblii. Zwłaszcza gdy czytałem Nowy Testament – Ewangelie i inne pisma ludzi, którzy byli blisko Jezusa Chrystusa – uznałem, że podają one wystarczające i ścisłe dowody na potwierdzenie przedstawionych w nich faktów (…) Głównym miernikiem prawdziwości twierdzeń Jezusa Chrystusa jest Jego zmartwychwstanie. Zawsze, gdy badałem materiał dowodowy o zmartwychwstaniu, prowadziło mnie to do uwierzenia w nie, jako w fakt pozostający poza wszelką dyskusją”.

Autorytet prawniczy

Z pewnością człowiekiem wysoce utalentowanym w dziedzinie badania świadectw historycznych był dr Simon Greenleaf. Był on sławnym profesorem prawa na Uniwersytecie Harvarda, następcą sędziego Josepha Story’ego. Znalezienie się Harvardzkiej Szkoły Prawa w elitarnej grupie wybitnych szkół prawa w Stanach Zjednoczonych jest rezultatem wysiłku tych dwóch ludzi. Greenleaf napisał trzytomowe dzieło pt. A Treatise on the Law of Evidence (Traktat o prawie dowodowym), które ciągle jest uważane za jedno z największych z dziedziny badania świadectw w całej literaturze dotyczącej procedury prawnej.

Aby ustalić prawdę, Greenleaf przebadał wartość historycznego materiału dowodowego dotyczącego zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Zastosował przy tym metody opisane przez siebie w Traktacie o prawie dowodowym. Swoje odkrycia zapisał w książce: An Examination of the Testimony of the Four Evangelists by the Rules of Evidence Administered in the Courts of Justice (Badanie świadectwa czterech ewangelistów zgodnie z zasadami dowodowymi stosowanymi w trybunałach sprawiedliwości).

Greenleaf doszedł do wniosku, że – według zasad badania materiału dowodowego w procesach prawnych – dowód historyczności faktu zmartwychwstania Chrystusa jest mocniejszy niż jakiegokolwiek wydarzenia w historii.

Minister sprawiedliwości

Anglik, John Singleton Copley, znany także jako Lord Lyndhurst, uznawany jest za jeden z największych autorytetów prawniczych w Wielkiej Brytanii. Był ministrem sprawiedliwości, prokuratorem generalnym, trzy razy sędzią Sądu Najwyższego Anglii i został wybrany na rektora Uniwersytetu w Cambridge – piastując w ten sposób w ciągu swego życia najwyższe urzędy, jakie można nadać sędziemu w Wielkiej Brytanii.

Po śmierci Copleya wśród jego osobistych papierów znaleziono zapiski na temat zmartwychwstania w świetle dowodu prawnego oraz przyczyn, dla których Lord Lyndhurst został chrześcijaninem: „Wiem doskonale, czym jest dowód, i mówię wam, taki dowód, jak ten na zmartwychwstanie, nie został jeszcze obalony”.

Lord Darling, przewodniczący Trybunału Anglii, powiedział kiedyś: „Żaden inteligentny sędzia na świecie nie mógłby nie wydać werdyktu, że historia zmartwychwstania jest prawdziwa”.

Racjonalistyczny prawnik

Dr Frank Morrison, prawnik wychowany w racjonalistycznym środowisku, uważał, że zmartwychwstanie jest jedynie czczym wymysłem, który psuje wspaniałą historię Jezusa. Czuł, że jest zobowiązany sam wobec siebie i wobec innych do napisania książki, która przedstawi prawdę o Jezusie i obali mit zmartwychwstania.

A jednak, studiując fakty, doszedł do innego wniosku. Waga materiału dowodowego zmusiła go do stwierdzenia, że Jezus rzeczywiście powstał z martwych. Morrison napisał książkę, lecz nie taką, jaką planował. Jest ona zatytułowana Who Moved the Stone? (Kto przesunął kamień?). Pierwszy jej rozdział nosi bardzo znaczący tytuł: The Book That Refused To Be Written (Książka, która nie pozwoliła się napisać).

Geniusz literacki

C. S. Lewis, były profesor literatury średniowiecznej i renesansowej Uniwersytetu w Cambridge, pisząc o swoim nawróceniu na chrześcijaństwo stwierdza, iż wierzył, że chrześcijanie „nie mają racji”.

Przyjęcie chrześcijaństwa było ostatnią rzeczą, której pragnął Lewis. A jednak: „Na początku 1926 roku najbardziej zaciekły ateista, jakiego znałem, siedział w moim pokoju przy kominku i mówił, że materiał dowodowy historyczności Ewangelii jest rzeczywiście zadziwiająco dobry. „Dziwna rzecz – kontynuował. – Cała ta gadanina Frazera o śmierci Boga. Dziwna rzecz. Prawie wygląda na to, jakby już kiedyś to się wydarzyło”.

Aby zrozumieć niezwykłość jego słów, musiałbyś znać tego człowieka (który z pewnością do tego czasu nie okazywał żadnego zainteresowania chrześcijaństwem). Jeżeli on, cynik nad cynikami, najtwardszy z twardych, nie czuł się – jakbym to wyraził – >bezpieczny<, dokąd ja mogłem się zwrócić? Czyż nie było żadnego wyjścia?”

Po ocenieniu podstaw i materiału dowodowego chrześcijaństwa Lewis stwierdził, że inne religie „nie mają takiego historycznego oparcia jak chrześcijaństwo”. Jego znajomość literatury zmusiła go do potraktowania zapisu Ewangelii jako wiarygodnej relacji. „Byłem już zbyt doświadczony w krytyce literackiej, by uważać Ewangelie za mity”.

W końcu profesor Lewis podjął rozsądną decyzję:

„Wyobraź sobie mnie, samego w tamtym pokoju w Magdalen, noc po nocy czującego – kiedykolwiek mój umysł odrywał się choć na sekundę od pracy – stałe, nieuchronne zbliżanie się Tego, którego tak gorąco pragnąłem nie spotkać. W końcu to, czego tak bardzo się obawiałem, przyszło na mnie. W święto Trójcy Świętej 1929 roku ustąpiłem. Uznałem, że Bóg jest Bogiem i uklękłem, by się modlić, być może jako najbardziej przybity i uparty nawrócony w Anglii tej nocy”.

Jednym z głównych motywów napisania przeze mnie Sprawy zmartwychwstania było pragnienie przedstawienia historycznego materiału dowodowego, który ci ludzie – i wielu im podobnych – rozważali, zastanawiając się nad twierdzeniem, że „trzeciego dnia grób był pusty”.

OBSERWACJA NR 2: Zmartwychwstanie zapowiedziane

Chrystus zapowiedział, że zmartwychwstanie trzeciego dnia. Jego wypowiedzi na ten temat znajdują się we wszystkich czterech Ewangeliach. Gdy Jezus zbliżał się do Jerozolimy, wziął na bok Dwunastu i powiedział im: „Zbliżamy się do Jerozolimy. Syn Człowieczy będzie wydany na śmierć. Wydadzą Go w ręce pogan na wyszydzenie, ubiczowanie i ukrzyżowanie. A trzeciego dnia zmartwychwstanie”.

Św. Marek pisze w swojej Ewangelii: „(…) zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie”.

Św. Jan potwierdza to: „Jezus dał im taką odpowiedź: „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo”. Powiedzieli do Niego Żydzi: „Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?” On zaś mówił o świątyni swego ciała”.

OBSERWACJA NR 3: Historyczna podstawa chrześcijaństwa

Historyczny fakt zmartwychwstania jest podstawą dla chrześcijaństwa. Mówiąc najprościej, zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa i chrześcijaństwo są nierozdzielne. Jedno nie może być prawdziwe bez drugiego.

Wszystko opiera się na zmartwychwstaniu

Apostoł Paweł podkreślił znaczenie zmartwychwstania, pisząc: „Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara. Okazuje się bowiem, żeśmy byli fałszywymi świadkami Boga, skoro umarli nie zmartwychwstają, przeciwko Bogu świadczyliśmy, że z martwych wskrzesił Chrystusa. Skoro umarli nie zmartwychwstają, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara (…)”.

Dr J. N. D. Anderson, profesor prawa orientalnego i dyrektor Instytutu Wyższych Studiów Prawniczych Uniwersytetu Londyńskiego, na zakończenie swoich badań nad zmartwychwstaniem stwierdził: „Wydaje mi się, że każdy, kto chociaż raz przeczyta strony Nowego Testamentu, będzie ogarnięty narzucającym się wrażeniem, że jest to wiara mocno oparta na pewnych – podawanych jako historyczne – wydarzeniach. Gdyby te wydarzenia w rzeczywistości nie miały miejsca, byłaby to wiara fałszywa i wprowadzająca w błąd. Jeżeli jednak miały one miejsce – jest to wiara unikatowa w swoim znaczeniu i wyjątkowa w swoim żądaniu oddania się jej”.

Św. Paweł idzie krok dalej i naucza, że zmartwychwstanie było dowodem, iż Jezus jest Synem Bożym.

Nawet dr David Friedrich Strauss, niewierzący sceptyk, który gwałtownie krytykował w Ewangeliach wszystko, co nadprzyrodzone, był zmuszony przyznać, że zmartwychwstanie jest „probierzem nie tylko życia Jezusa, lecz także samego chrześcijaństwa”. Ono „jest kluczowe dla całej wiary chrześcijańskiej”.

Przy największej nawet ostrożności trzeba stwierdzić, że Jezus kładł wielki nacisk na swoje zmartwychwstanie.

Oszołomiony Hindus

Wszystko, czego Jezus nauczał, dla czego żył i za co umarł, było uzależnione od Jego zmartwychwstania. Wyznawcom innych religii szczególnie trudno jest zrozumieć tę zależność, ponieważ prawie wszystkie one oparte są na teologicznych założeniach czy ideologii, a nie na historycznym fakcie tożsamości swego założyciela czy na wydarzeniu umiejscowionym w czasie i przestrzeni. Zależność wiary chrześcijańskiej od historii sprawia ogromne trudności wielu Hindusom.

Leslie Newbigin opisuje zdziwienie pewnego nauczyciela Rama-krishna Mission. Ten gorliwy i wykształcony Hindus był oszołomiony stwierdzeniem pewnego chrześcijanina, że jego wiara jest oparta na „solidnej historycznej prawdzie o Jezusie zapisanej w Nowym Testamencie”. Ów Hindus myślał: „Wydawało mi się pewne, że nie można pozwolić, by tak istotne sprawy prawdy religijnej były uzależnione od przypadków historii. Jeżeli prawdy, których Jezus był przykładem i których nauczał, są prawdziwe, to są prawdziwe zawsze i wszędzie, niezależnie od tego, czy człowiek zwany Jezusem żył kiedyś, czy nie”.

OBSERWACJA NR 4: Wiara rozumu

Moja czwarta obserwacja była dla mnie prawdziwym otwarciem oczu. Dotychczas myślałem, że naśladowcy Chrystusa są ślepi i ignoranccy. Słowa H. L. Menckena najlepiej wyrażają moją poprzednią postawę wobec wiary chrześcijańskiej: „Wiara może być krótko zdefiniowana jako nielogiczne przekonanie o istnieniu tego, co nieprawdopodobne”.

Im bardziej się zagłębiałem w wiedzę historyczno-biblijną, tym bardziej uświadamiałem sobie, że chrześcijaństwo jest „wiarą rozumu”. Gdy jakiś człowiek w Biblii podejmuje wezwanie do naśladowania Jezusa, jest to wiara intelektu. Jezus powiedział: „(…) poznacie prawdę (nie: zignorujecie prawdę), a prawda was wyzwoli”.

Pewien znawca Prawa zapytał Jezusa, które przykazanie jest największe. Jezus odpowiedział: „Będziesz miłował Pana Boga swego, całym swoim sercem (…) i całym swoim umysłem”. Człowiek nigdy nie musi popełniać „intelektualnego samobójstwa”, gdy chce zaufać Jezusowi jako swemu Panu i Zbawcy. Wierzący jest wzywany do gotowości, by zawsze udzielić odpowiedzi (intelektualnej) na pytanie, dlaczego wierzy.

Dr George Eldon Ladd zauważa: „Wiara chrześcijańska nie oznacza skoku w ciemność, irracjonalnej łatwowierności, zaufania wbrew dowodom i wbrew rozsądkowi. Oznacza wierzenie w świetle faktów historycznych, zgodnie z materiałem dowodowym, na podstawie świadectw”.

OBSERWACJA NR 5: Możliwość cudów

Trzeba być ostrożnym przy badaniu faktu zmartwychwstania, by nie wykluczyć go z historii z powodu uprzedzeń w stosunku do wszystkiego, co wiąże się z nadprzyrodzonością lub cudem.

Jest pewna postawa, często przyjmowana przez badaczy historii, którą nazywam „pozostałością Hume’a”. Opiera się ona na argumencie przedstawionym przez Hume’a, że wiara może być uzasadniona przez prawdopodobieństwo, a prawdopodobieństwo ma podstawę w jednolitości i stałości natury. Innymi słowy, mamy rację wierząc doświadczeniom, które są normalne dla zwykłych ludzkich przeżyć. Wszystko, co wykracza poza naturalne doświadczenia – tak jak cuda – powinno być odrzucone.

Na przykład, co jest bardziej prawdopodobne: to, że świadkowie zmartwychwstania Jezusa pomylili się, czy to, że Jezus zmartwychwstał? Według „nowoczesnej naukowej metody Hume’a” odpowiedź jest oczywista, ponieważ cuda po prostu nie mogą się wydarzyć.

Naturalne wyjaśnienie

Innym sposobem wyrażania tych uprzedzeń przy penetracji historii jest twierdzenie, że żyjemy w zamkniętym wszechświecie, w którym żaden czynnik nadprzyrodzony nie może interweniować. Inaczej mówiąc, każde wydarzenie (przeszłe, teraźniejsze i przyszłe) musi mieć jakieś naturalne wyjaśnienie, co całkowicie wyklucza działanie jakiejkolwiek siły nadprzyrodzonej. Niezależnie od tego, co się wydarzyło i jak wiarygodne są dowody, przyjęcie takiej postawy sprawia, że to, co nadprzyrodzone lub cudowne, musi być odrzucone.

Wniosek pewnego filozofa

Zostałem poproszony o wykład dla grupy studentów filozofii, któremu przysłuchiwał się także dziekan wydziału filozofii. Gdy przedstawiłem literackie i historyczne świadectwa boskości Chrystusa, ów profesor zaczął zasypywać mnie pytaniami i zarzutami podważającymi fakt zmartwychwstania. Po dziesięciu minutach pewien student przerwał i postawił profesorowi bardzo interesujące pytanie:

– Panie profesorze, jak pan sądzi, co się wydarzyło owego ranka?

Profesor spojrzał na mnie, a potem na chłopaka.

– Nie wiem, co się wydarzyło – powiedział ostrożnie. Potem, zanim student zdążył się odezwać, dodał: – Lecz to nie było zmartwychwstanie!

– Czy pańska odpowiedź jest rezultatem badania materiału dowodowego? – zapytał młodzieniec.

Odpowiedź brzmiała: – Nie! Jest ona rezultatem mojego światopoglądu filozoficznego.

Na innym wielkim uniwersytecie kilku studentów wręczyło moją pierwszą książeczkę, Evidence That Demands a Verdict (Dowody, które domagają się decyzji), dziekanowi wydziału historii z prośbą o ocenę. Po kilku miesiącach jeden ze studentów odwiedził dziekana i zapytał o jego opinię.

– Książka ta zawiera jedne z najbardziej przekonujących argumentów historycznych przemawiających za chrześcijaństwem, jakie kiedykolwiek czytałem – stwierdził profesor.

Studentowi mocniej zabiło serce. Potem jednak dziekan dodał: – Nie podpiszę się jednak pod wnioskami, do których doszedł pan McDowell.

– Dlaczego? – zapytał zdumiony student.

– Z powodu moich poglądów filozoficznych – padła odpowiedź.

Nie chodziło o brak materiału dowodowego. Wniosek został wyprowadzony wbrew niemu.

Ograniczenia teorii Hume’a

Dr Lawrence Burkholder, dziekan Wydziału Kościoła w Harvard Divinity School, przyznaje, iż na jego podejście do historii wielki wpływ wywarł argument Hume’a twierdzący, że aby coś było prawdziwe, musi pasować do jednolitości natury. Po uświadomieniu sobie, że każde wydarzenie historyczne w pewien sposób odbiega od naturalnych ludzkich doświadczeń, wyznał on jednak: „Zaczynam odczuwać ograniczenia Hume’a”.

Dr Burkholder twierdzi, że argument Hume’a przeciwko cudom „ogranicza możliwość zaakceptowania tego, co w późniejszych chwilach i wydarzeniach odkrywam jako fakt. On mówi mi, że nie mogę wierzyć w nic, co nie jest zgodne z poprzednim doświadczeniem. Coraz bardziej odkrywam jednak, że nie mogę przepowiadać przyszłości. Stwierdzam, że jestem coraz bardziej powściągliwy, gdy przychodzi powiedzieć, co jest możliwe, a co nie; co się może wydarzyć w przyszłości, a co nie może. Ta sama powściągliwość – z mojej strony – zaczyna także przejawiać się w obawach przed mówieniem, co mogło, a co nie mogło się wydarzyć w przeszłości”.

Profesor Burkholder dodaje: „Wydaje mi się, że mam pewne prawo, by być otwartym na możliwość, iż mogło się wydarzyć coś, co przez analogię nazywamy zmartwychwstaniem”.

Profesor Clark Pinnock, mówiąc o metodologii Hume’a i o dostrzeganiu w wydarzeniach cech jedynie naturalnych, zauważa: „Doświadczenie przeciwne cudom byłoby jednolite wtedy, gdybyśmy wiedzieli, że wszystkie doniesienia o cudach są fałszywe – a tego nie wiemy. Nikt nie ma nieomylnej wiedzy na temat praw natury, by mógł wykluczyć od początku samą możliwość nadprzyrodzonych wydarzeń. Nauka może nam powiedzieć, co się wydarzyło, lecz nie może powiedzieć, co może – albo co nie może – się wydarzyć. Nauka obserwuje wydarzenia; ona ich nie stwarza. Historyk nie decyduje o tym, co historia może zawierać; jest otwarty na to, o czym mówią świadectwa. Powoływanie się na Hume’a jest dowodem niezrozumienia historii”.

Dr Wolfhart Pannenberg z Uniwersytetu Monachijskiego dodaje: „Odpowiedź na pytanie (…) czy coś wydarzyło się, czy nie w jakimś konkretnym czasie przed jakimś tysiącem lat, może być oparta jedynie na argumencie historycznym”.

Potrzeba badania historycznego

Dr John Warwick Montgomery, pisząc o tych, którzy stale powołują się na zamknięty system wszechświata (wszystkie wydarzenia muszą mieć jakieś naturalne wyjaśnienie), stwierdza z naciskiem: „Od czasów Einsteina żaden współczesny (człowiek) nie ma prawa wykluczania możliwości jakichś wydarzeń na podstawie uprzedniej znajomości praw natury. Jedynym sposobem dowiedzenia się, czy jakieś wydarzenie może mieć miejsce, jest zbadanie, czy rzeczywiście miało ono miejsce. Tak więc problem cudów musi być rozstrzygnięty w zakresie badań historycznych, nie w zakresie filozoficznych spekulacji”.

Wraz z przeminięciem epoki odkryć Newtona musimy zostawić miejsce dla nieprzewidzianych, niespodziewanych i nieobliczalnych zjawisk we wszechświecie.

Dr Vincent Taylor, znany krytyk Nowego Testamentu, ostrzega przed zbyt wielkim dogmatyzmem. Pisze na temat ograniczeń nauk przyrodniczych w ocenie cudów: „W ostatnich pięćdziesięciu latach zbyt często byliśmy zaskakiwani odkryciami, które kiedyś były uznawane za niemożliwe. Dożyliśmy ogłoszenia wiadomości o rozszczepieniu atomu, uznania przez przyrodników wszechświata za >raczej wielką myśl niż wielką maszynę<. Ta zmiana poglądów nie zmusza oczywiście do powszechnej wiary w cuda, lecz oznacza, że – przy odpowiednich warunkach – cuda nie są niemożliwe; żaden przyrodniczy ani filozoficzny dogmat nie stoi temu na przeszkodzie”.

Francuz Ernest Renan nie wierzył w zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Przyznał, że zaczął swoje badania nad Jego życiem z założeniem wstępnym: „Nie ma czegoś takiego jak cud. Dlatego zmartwychwstanie nie miało miejsca”. Postawa taka nigdy nie byłaby tolerowana w procesie sądowym. Wniosek, który wyciągnął Renan w sprawie zmartwychwstania Chrystusa, był oparty nie na badaniu historycznym, lecz raczej na spekulacji filozoficznej.

Taka postawa umysłu przypomina człowieka, który mówi: „Podjąłem już decyzję – nie wprowadzajcie zamieszania faktami”.

OBSERWACJA NR 6: Fakt, nie fabuła

Ważnym argumentem było dla mnie spostrzeżenie, że wyznawcy Jezusa Chrystusa znali różnicę między faktem a fabułą, między rzeczywistością a fantazją. Często słyszałem oskarżenia, że ludzie w czasach Chrystusa byli skłonni do wiary w mity. Między innymi Rudolf Bultman chce, abyśmy uwierzyli, że współcześni Jezusowi ludzie byli naiwni i prymitywni. Badania wykazują jednak, że twierdzenie o naiwności ludzi pierwszego wieku jest mocno przesadzone.

Apostoł Piotr napisał: „Nie za wymyślonymi bowiem mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale nauczaliśmy jako naoczni świadkowie (…)”. Apostoł Paweł ostrzegał ludzi, by nie zajmowali się „(…) baśniami i genealogiami bez końca”.

Chociaż ludzie w pierwszym wieku nie mieli takiej wiedzy na temat wszechświata i praw natury, jaką my mamy dzisiaj, wiedzieli z pewnością, że niewidomy od dziecka człowiek zazwyczaj do śmierci pozostaje niewidomy. Byli więc zdziwieni, gdy Jezus uzdrowił ślepca. „Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia” – mówili.

Wiedzieli także, że ludzie martwi „mają skłonność” do pozostawania martwymi. Sposób potraktowania św. Pawła na Areopagu w Atenach pokazuje, że w starożytnym świecie ludziom tak samo trudno było uwierzyć w zmartwychwstanie jak nam dzisiaj.

Poza tym św. Tomasz, nazwany „Niewiernym Tomaszem”, powiedział: „Słuchajcie, nie każdego dnia ktoś powstaje z martwych. Muszę mieć jakiś dowód”. Stwierdził stanowczo: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ, (…) i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę”.

Po kilku dniach Jezus powiedział Tomaszowi: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym! Tomasz Mu odpowiedział: Pan mój i Bóg mój!”.

OBSERWACJA NR 7: Nieskuteczność metody przyrodniczej

Wielu ludzi twierdzi, że nic nie może być przyjęte za prawdę, jeżeli nie może być udowodnione metodami nauk przyrodniczych. Gdy wykładam na temat historycznych aspektów zmartwychwstania na uniwersytetach, zawsze pojawia się pytanie: „Czy możesz to udowodnić metodami nauk przyrodniczych?” Natychmiast odpowiadam: „Nie”. Nowoczesne metody przyrodnicze nie znajdują zastosowania przy badaniu prawdziwości wydarzeń dotyczących śmierci, pogrzebu i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, bowiem nie są w stanie ich zbadać.

Obserwacja przez powtarzanie

Dowód przyrodniczy polega na wykazaniu, że coś jest faktem, przez przeprowadzenie eksperymentu w obecności osoby kwestionującej ten fakt. W tym celu stwarza się kontrolowane środowisko, dokonuje się obserwacji, zapisuje wyniki i weryfikuje empirycznie hipotezy. „Metoda przyrodnicza (…) jest związana z pomiarem zjawisk, eksperymentem i powtarzaną obserwacją”. Dr James B. Conant, były rektor Harvardu, pisze: „Nauki przyrodnicze to zestaw wewnętrznie powiązanych koncepcji i schematów myślowych, które powstały w wyniku doświadczeń i obserwacji”.

The Basic Dictionary of Science (Podstawowy słownik nauk przyrodniczych) opisuje wiedzę przyrodniczą jako „wiedzę opartą na obserwowaniu i testowaniu faktów”. The Harper Encyclopedia of Science opisuje metodę przyrodniczą jako „technikę kontrolowanej obserwacji stosowanej w poszukiwaniu wiedzy”.

Nauki przyrodnicze są ograniczone

Główną siłą nauk przyrodniczych jest gromadzenie pomiarów z powtarzanych obserwacji i testowania hipotez. Dlatego nowoczesna metoda przyrodnicza jest możliwa do stosowania jedynie dla wydarzeń czy faktów powtarzalnych. Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, jako nadprzyrodzone wydarzenie w historii, leży poza zasięgiem badań nauk przyrodniczych z powodu niemożliwości powtórzenia go w kontrolowanym środowisku. W książce Więcej niż cieśla przedstawiam dokładniej różnicę między przyrodniczą a prawniczą metodą dochodzenia do prawdy.

OBSERWACJA NR 8: Kryteria historyczne

Zmartwychwstanie Chrystusa musi być badane przy zastosowaniu tych samych kryteriów, które stosuje się do każdego innego wydarzenia w historii. Naśladowcy Jezusa twierdzili, że Jezus „(…) po swojej męce dał wiele dowodów, że żyje (…)”. Św. Łukasz posłużył się tutaj słowem tekmerion, które oznacza „możliwy do zademonstrowania dowód”. Wiara pierwotnego Kościoła była więc oparta na rzeczywistych doświadczeniach.

Stało się dla mnie jasne, że jeżeli mam odkryć, co rzeczywiście się wydarzyło w pierwszy poranek Wielkanocny, muszę stosować w moich poszukiwaniach historyczne kryteria prawdy.

Potrzeba wystarczającego materiału dowodowego

Żyjemy w świecie, który domaga się odpowiedniego materiału dowodowego, zanim w coś uwierzy. Zadaniem tej książki jest przedstawić taki materiał w sprawie zmartwychwstania.

Wolfhart Pannenberg jest profesorem teologii systematycznej na uniwersytecie w Monachium. Zajmuje się głównie problemem związku między wiarą a historią. Ten wielki uczony powiedział: „To, czy zmartwychwstanie Jezusa miało miejsce, czy nie, jest pytaniem historycznym i historyczny problem w tym miejscu jest nie do uniknięcia. Tak więc problem ten musi być rozwiązany na poziomie argumentów historycznych”.

Do materiału dowodowego należy podchodzić z uczciwym, szczerym poglądem na historię. Badanie nie może być poprzedzone przyjęciem z góry określonych koncepcji czy wniosków. Trzeba pozwolić, by materiał dowodowy przemawiał sam za siebie.

Historyk Ronald Sider pisze o konieczności zachowania obiektywizmu w badaniach historycznych: „Co powinien zrobić krytyczny historyk, gdy materiał dowodowy wskazuje bardzo wyraźnie na prawdziwość wydarzenia, które jest sprzeczne z jego oczekiwaniami i jest przeciwne naturalistycznemu spojrzeniu na rzeczywistość? Otóż twierdzę, że musi on iść w ślad za swoimi krytycznie zanalizowanymi źródłami. Nienaukowe jest rozpoczynanie od filozoficznego założenia wstępnego, iż cuda nie mogą się wydarzać. Jeżeli nie unikniemy takiego jednostronnego założenia wstępnego, interpretacja historii stanie się jedynie propagandą.

Mamy prawo domagać się dobrego materiału dowodowego dla wydarzenia, którego nie widzieliśmy, lecz nie możemy sądzić rzeczywistości przez nasze ograniczone doświadczenie. I chciałbym stwierdzić, że mamy dobry materiał dowodowy dotyczący zmartwychwstania Jezusa z Nazaretu”.

Właściwe podejście

Historyk z Erlangen, Ethelbert Stauffer, również przedstawia swoje myśli na temat podejścia do historii: „Co robimy my (jako historycy), gdy doświadczamy niespodzianek, sprzeciwiających się wszystkim naszym oczekiwaniom, może wszystkim naszym przekonaniom, a nawet całemu naszemu rozumieniu prawdy? Mówimy to, co pewien wielki historyk zwykł mawiać w takich sytuacjach: >Z pewnością jest to możliwe<. Dlaczegóż by nie? Dla krytycznego historyka nic nie jest niemożliwe”.

Philip Schaff, także historyk, dodaje do powyższego: „Celem historyka nie jest konstruowanie historii według przyjętych z góry koncepcji i dostosowywanie jej do swoich własnych upodobań, lecz odtworzenie jej z najlepszych świadectw i pozwolenie im, aby mówiły same za siebie”.

Jeżeli mamy oceniać historyczność Jezusa, powinniśmy być równie bezstronni, jak w stosunku do każdej innej postaci w dziejach. Dr F. F. Bruce z Uniwersytetu Manchester w Anglii stwierdza, że „Historyczność Chrystusa jest tak oczywista dla historyka pozbawionego uprzedzeń jak historyczność Juliusza Cezara. To nie historycy rozpowszechniają teorie przedstawiające Chrystusa jako mit”.

Postawa krytyczna

Ostatecznym testem historycznym sprawy zmartwychwstania jest to, czy związane z nim wydarzenia są potwierdzone przez materiał dowodowy.

W tym miejscu trzeba podkreślić, iż należy szczególnie troskliwie i uważnie badać dane dotyczące zmartwychwstania Chrystusa. Krytyczny historyk będzie chciał dokładnie sprawdzić świadectwa, potwierdzić śmierć zadaną przez ukrzyżowanie, zbadać procedury pogrzebowe, poświadczyć doniesienia o tym, że Jezus był żywy trzeciego dnia i że grób był pusty. Potem należałoby dokładnie rozważyć wszystkie możliwe wyjaśnienia powyższych wydarzeń. Następnie konieczne byłoby rozpatrzenie jeszcze innych dotyczących tej sprawy dowodów i wyciągnięcie odpowiedniego wniosku.

Czy brzmi to interesująco? Taką właśnie procedurę chcę przeprowadzić na następnych stronach tej książki.

OBSERWACJA NR 9: Rzetelny dokument historyczny

Nowy Testament jest głównym źródłem informacji historycznych na temat zmartwychwstania. Z tego powodu wielu krytyków XIX i XX wieku atakowało jego rzetelność i autentyczność. Zasada „starożytnego dokumentu” zawarta w Federal Rules of Evidence (Federalnych zasadach postępowania dowodowego) pozwala na uwierzytelnienie dokumentu przez wykazanie, że:

1) jest on w takim stanie, że nie stwarza żadnego podejrzenia co do swojej autentyczności;

2) znajdował się w miejscu, w którym – jeżeli jest autentyczny – powinien się według wszelkiego prawdopodobieństwa znajdować;

3) w czasie, w którym ktoś się na niego powołuje, jego istnienie jest znane przynajmniej od dwudziestu lat.

Dr John Warwick Montgomery, prawnik i dziekan Szkoły Prawa Simona Greenleafa, pisał o zastosowaniu powyższej zasady do dokumentów Nowego Testamentu: „Ta zasada, zastosowana do Ewangelii i poparta odpowiedzialną krytyką tekstu, ustaliłaby autentyczność w każdym sądzie”.

F. C. Bauer, wraz z innymi krytykami, przyjmował jednak, że Nowy Testament został napisany dopiero pod koniec drugiego wieku. Uważał, że pisma te pochodziły głównie z mitów czy legend, które rozwinęły się w długim okresie między śmiercią Jezusa a spisaniem owych opowieści.

CZYTAJ DALEJ…

Rozdział 2 – cz. 2

Datowanie Nowego Testamentu

Pod koniec XIX wieku odkrycia archeologiczne potwierdziły jednak dokładność i rzetelność rękopisów Nowego Testamentu. Odnalezienie wczesnych rękopisów papirusowych (manuskrypt Johna Rylanda, 130 rok po Chr.; papirus Chestera Beatty’ego, 155 rok po Chr. i II papirus Bodmera, 200 rok po Chr.) wypełniło lukę między okresem życia Chrystusa a czasem, z którego pochodzą późniejsze manuskrypty. Dokładne informacje na temat odkryć różnych rękopisów znajdują się w mojej pierwszej książce „Dowody, które domagają się werdyktu”.

Odkrycia te wzmocniły przekonanie uczonych co do rzetelności Biblii. William Albright, czołowy archeolog zajmujący się tematyką związaną z wydarzeniami opisanymi w Biblii, powiedział: „Możemy już z pewnością stwierdzić, że nie ma żadnej solidnej podstawy do tego, by datować którąkolwiek z ksiąg Nowego Testamentu na okres po 80 roku po Chr., czyli dwa pełne pokolenia przed latami 130-150, podawanymi przez bardziej radykalnych krytyków Nowego Testamentu”.

Wraz z odkryciami papirusów ujrzało światło dzienne wiele innych rękopisów. Dr John A. T. Robinson, wykładowca w Trinity College, Cambridge, jest od wielu lat jednym z najwybitniejszych angielskich badaczy. Robinson akceptował zgodne stanowisko krytyków niemieckich twierdzących, że Nowy Testament został napisany wiele lat po śmierci Chrystusa, pod koniec drugiego wieku. Lecz uczony, na zasadzie „żartu teologicznego”, zdecydował się zbadać argumenty przemawiające za wcześniejszym datowaniem ksiąg Nowego Testamentu – wkraczając na pole badań „nie tknięte” od przełomu XIX i XX wieku.

Rezultaty oszołomiły go. Stwierdził, że w wyniku „lenistwa” uczonych, „tyranii nie sprawdzonych założeń wstępnych” i „niemal rozmyślnej ślepoty” dawniejszych badaczy utrwaliło się w XX w. wiele wniosków przejętych z przeszłości, które są dzisiaj nie do utrzymania. Stwierdził, że Nowy Testament jest dziełem samych Apostołów lub współczesnych im ludzi, którzy z nimi współpracowali, i że wszystkie księgi Nowego Testamentu – włączając Ewangelię wg św. Jana – musiały zostać napisane przed A. D. 64.

Robinson rzucił wyzwanie swoim kolegom, by spróbowali mu udowodnić, że nie ma racji. Jest przekonany, że jeżeli uczeni powrócą do tego problemu, rezultaty zmuszą ich do „opracowania na nowo wielu wprowadzeń do Nowego Testamentu i w konsekwencji także teologii”.

Autorytet rękopisów

Gdy ukończyłem moje badania nad rzetelnością Biblii i oddawałem w 1973 roku do druku Dowody, które domagają się decyzji, byłem w stanie doliczyć się 14000 rękopisów Nowego Testamentu. W międzyczasie przeglądałem i uzupełniałem materiały zawarte w książce – z powodu wielu nowych odkryć dokonanych w prezentowanych w niej dziedzinach. Teraz wiem o istnieniu 24633 rękopisów Nowego Testamentu.

Znaczenie tej liczby rękopisów uwiarygodniających Nowy Testament jest jeszcze większe, gdy uświadomimy sobie, że drugie miejsce pod tym względem w całej historii zajmuje Iliada Homera, która ma 643 przetrwałe do naszych czasów manuskrypty.

Sir Frederick Kenyon, który był dyrektorem i głównym bibliotekarzem w British Museum a także jednym z czołowych rzeczoznawców starożytnych rękopisów, napisał: „Okres między powstaniem oryginału a najwcześniejszymi przetrwałymi do naszych czasów kopiami staje się tak krótki, że właściwie nie ma on żadnego znaczenia. I w ten sposób została usunięta ostatnia podstawa dla jakichkolwiek wątpliwości, że Pismo Święte nie dotarło do nas w swej istotnej treści takie, jakie zostało zapisane. Zarówno autentyczność, jak i wiarygodność ksiąg Nowego Testamentu mogą być uważane za ostatecznie stwierdzone”.

F. F. Bruce dokonuje następującego spostrzeżenia: „Materiał dowodowy dla Nowego Testamentu jest o wiele lepszy niż dla wielu pism autorów klasycznych, których autentyczności nikomu się nie śni kwestionować”. Stwierdza także: „Gdyby Nowy Testament był zbiorem pism świeckich, ich autentyczność byłaby powszechnie uważana za nie pozostawiającą ani cienia wątpliwości”.

Dzisiejsi krytycy formaliści (zwolennicy tzw. Formgeschichte – przyp. red.) bronią tezy, że pierwotny Kościół stworzył „powiedzenia” i „wydarzenia” z życia Jezusa. Inni twierdzą, że fakty związane z życiem Jezusa były zapisane tak długo później, że musiały ulec zniekształceniu. Tak więc rzekomo nie posiadamy wiarygodnego zapisu autentycznych słów i czynów Chrystusa.

Krótki okres

Co powiedzieć na odparcie tych zarzutów? Istnieje wiele powodów, dla których możemy mieć przekonanie, że posiadamy dzisiaj wiarygodny zapis rzeczywistych słów Jezusa i wydarzeń z Jego życia. Pierwszym takim powodem jest fakt, że odkrycia rękopisów i następujące po nich badania historyczne wykazały, iż okres, który upłynął od życia Jezusa na ziemi do spisania Nowego Testamentu, jest zbyt krótki, aby przedstawione w nim wydarzenia uległy zniekształceniu.

Dr Paul L. Maier, profesor historii starożytnej na Western Michigan University, pisze: „Argumenty, jakoby chrześcijaństwo tworzyło mit Wielkanocy w ciągu bardzo długiego czasu lub że źródła zostały spisane wiele lat po wydarzeniach, są po prostu niezgodne z faktami”.

Analizując twierdzenia krytyków formalistów na temat późnego powstania ksiąg Nowego Testamentu, Albright napisał: „Tylko współcześni uczeni, którzy nie stosują ani metody historycznej, ani perspektywy, mogli wysnuć taką sieć spekulacji, w którą zwolennicy Formgeschichte zaplątali tradycję ewangeliczną”. Następnie dodał, że „okres od dwudziestu do pięćdziesięciu lat jest zbyt krótki, aby doszło do jakichkolwiek dostrzegalnych zafałszowań pierwotnej treści, a nawet przekręcenia oryginalnych sformułowań użytych przez Jezusa”.

Millar Burrows z Uniwersytetu Yale powiedział o wiarygodności manuskryptów Nowego Testamentu: „Innym rezultatem porównania greckiego Nowego Testamentu z językiem papirusów jest wzrost pewności co do rzetelności przekazu samego tekstu”. Burrows pisze również: „Tekst był przekazywany z godną uwagi wiernością, nie ma więc potrzeby powątpiewać w cokolwiek, co jest związane z zawartą w nim nauką”.

Howard Vos, badacz, stwierdza: „Z punktu widzenia dowodu literackiego jedynym logicznym wnioskiem jest stwierdzenie, że rzetelność Nowego Testamentu jest nieskończenie większa niż jakiegokolwiek innego zapisu starożytnego”.

Relacje naocznych świadków

Drugim powodem uznawania wiarygodności nowotestamentowych opisów życia Chrystusa jest fakt, że były one spisane przez naocznych świadków lub na podstawie ich własnych słów.

Dr Louis Gottschalk, historyk, pisze o badaniu rzetelności źródła: „Zdolność świadka do powiedzenia prawdy zależy w części od jego bliskości wobec wydarzenia. Bliskość jest tutaj rozumiana w sensie zarówno geograficznym, jak i czasowym”.

Pisarze Nowego Testamentu stwierdzają: „Nie za wymyślonymi bowiem mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale nauczaliśmy jako naoczni świadkowie Jego wielkości”. A także, że Jezus „(…) po swojej męce dał wiele dowodów, że żyje: ukazywał się im przez czterdzieści dni (…)”. Św. Łukasz, lekarz, napisał: „Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami (…) Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei (…)”.

Chociaż naoczni świadkowie zajmują ważne miejsce w procesie sądowym, wartość ich świadectwa jest oceniana w świetle takich czynników, jak: upływ czasu od momentu zdarzenia, odległość od obserwowanych wypadków, stresy, strach itp.

Czynniki psychologiczne

Dr Elizabeth S. Loftus, profesor psychologii Uniwersytetu Waszyngtońskiego, pisze: „Ludzie, którzy są świadkami wydarzeń wywołujących strach, pamiętają ich szczegóły mniej dokładnie niż szczegóły innych, zwyczajnych wydarzeń. Stres może także wpłynąć na niezdolność człowieka do przypomnienia sobie czegoś zaobserwowanego czy nauczonego podczas okresu względnego spokoju”.

Wnioski dr Loftus potwierdzają prawdziwość relacji naocznych świadków widzących Jezusa Chrystusa po Jego zmartwychwstaniu. Spotkania te nie były przelotnymi mignięciami kogoś obcego w ciemnej alei. Wyznawcy Jezusa spędzali czas z kimś, kogo znali i kochali. Chociaż na pewno towarzyszyło im napięcie (Jezus musiał ich uspokoić, by się nie bali), wraz z powtarzaniem się ukazań Zmartwychwstałego (ukazywał im się przez czterdzieści dni) stawali się coraz pewniejsi Jego tożsamości.

Choć wielka liczba naocznych świadków nie jest jeszcze stuprocentową gwarancją rzetelności przekazów nowotestamentowych, bardzo ryzykowne byłoby twierdzić, że każdy z nich popełnił tę samą pomyłkę w identyfikacji Jezusa. Relacje tych, którzy widzieli Chrystusa żywego po Jego zmartwychwstaniu, dla sądu byłyby bardzo przekonujące, zwłaszcza zważywszy na ich dokładność i obszerność.

Reguła pogłoski

Handbook of the Law of Evidence (Podręcznik prawa dowodowego) McCormicka, doskonały traktat o analizie materiału dowodowego, stwierdza, że naleganie systemu prawa na korzystanie jedynie z najrzetelniejszych źródeł informacji jest najlepiej widoczne w regule, która domaga się, by świadek dowodzący jakiegoś faktu zmysłowego miał możliwość zaobserwowania go i rzeczywiście go zaobserwował.

Istotą tej „reguły pogłoski” jest to, że „pogłoska” nie jest przyjmowana jako dowód w sądzie. Federalne zasady postępowania dowodowego stwierdzają, że świadek musi wykazać prawdziwość tego, o czym posiada wiedzę z pierwszej ręki, nie tego, o czym dowiedział się pośrednio z innych źródeł.

Dr Montgomery stwierdza, że z prawnego punktu widzenia dokumenty Nowego Testamentu spełniają wymagania pierwszorzędnego źródła materiału dowodowego. Montgomery pisze, że relacje zawarte w Nowym Testamencie „w pełni znajdują potwierdzenie w ciągłych uroczystych oświadczeniach autorów, że przedstawiają to, >(…) cośmy usłyszeli (…), co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce (…)<„.

Wiedza z pierwszej ręki

Według św. Mateusza, autora jednej z Ewangelii, pierwszymi osobami, które usłyszały o zmartwychwstaniu Jezusa były Maria Magdalena i „druga Maria”. Powiedział im o tym anioł siedzący na kamieniu obok grobu. Gdyby te dwie kobiety, chcąc udowodnić zmartwychwstanie Jezusa, zeznawały w sądzie, powołując się na słowa anioła, byłaby to pogłoska i nie zostałaby uznana za dowód. Lecz nie prawdomówność anioła byłaby podana w wątpliwość – „reguła pogłoski” kwestionuje wiarygodność, a może i uczciwość, osoby powtarzającej czyjąś opowieść.

Problem ten zostaje jednak rozwiązany przez osobiste ukazanie się Jezusa kobietom. Ponieważ zdobyły one w ten sposób wiedzę z pierwszej ręki na temat zmartwychwstania Jezusa, byłyby kompetentne do świadczenia w sądzie. Nie były wprawdzie świadkami samego wydarzenia, lecz to, że widziały jego skutek, wystarczająco usprawiedliwia ich wniosek, że miało miejsce zmartwychwstanie.

Św. Mateusz krótko opisuje ukazanie się Jezusa także jedenastu uczniom. Fakt, że widzieli Chrystusa żywego osobiście, stawia ich poza zasięgiem „reguły pogłoski”.

Św. Łukasz przedstawia nam opis ukazania się Jezusa dwóm uczniom, którzy szli do Emaus. Zademonstrowali oni, jak łatwo pogłoska może być uznana za wątpliwy dowód – nie uwierzyli słowom kobiet. Wiedzieli, że grób jest pusty, ale to czy Chrystus rzeczywiście żył, było niepewne, ponieważ „(…) Jego nie widzieli”. Dopóki Jezus nie pokazał się tym ludziom, nie mogli oni uwierzyć.

Ewangelia wg św. Łukasza – podobnie jak wg św. Mateusza i św. Marka – kończy się spotkaniem zmartwychwstałego Chrystusa ze wszystkimi uczniami.

Jezus był na pewno świadom podejrzeń, które zazwyczaj budzi pogłoska. Często trudno nam uwierzyć w coś, czego doświadczył ktoś inny, a jeszcze trudniej w coś, o czym ktoś tylko słyszał.

Za najlepszy przykład może nam posłużyć postawa św. Tomasza. Pomimo że ludzie, którzy opowiadali Tomaszowi o ukazaniu się Jezusa, byli mu prawdopodobnie bliżsi niż ktokolwiek inny, zmartwychwstanie Jezusa wydawało mu się nieprawdopodobne. Chciał, zanim się zaangażuje, mieć wiedzę z pierwszej ręki.

Pisemne relacje

Czy pisemne relacje świadków, które posiadamy, są wiarygodne? Federalne zasady postępowania dowodowego stwierdzają, że pisemne świadectwa są do przyjęcia, jeżeli można wykazać, iż: „zostały wykonane lub przyjęte za własne przez świadka, gdy sprawa była jeszcze świeża w jego pamięci i że właściwie przekazują posiadaną przez niego wiedzę”. Ktoś może wątpić, czy św. Mateusz i św. Jan zapisali swoje obserwacje wtedy, gdy były jeszcze świeże w ich pamięci. Nie wiemy, jak szybko po wydarzeniach, których byli świadkami, uczniowie ci napisali swoje Ewangelie. Niezależnie jednak od tego, kiedy to nastąpiło, przekonujący jest argument, że zobaczenie żywym człowieka, którego śmierć widzieli trzy dni wcześniej, nie jest możliwe do zapomnienia.

Nietrudno wyobrazić sobie uczniów mówiących po latach: „Pamiętam to tak, jakby się wydarzyło wczoraj”.

Obecność naocznych świadków

Trzecim powodem dla przyjęcia historycznej rzetelności nowotestamentowych opisów zmartwychwstania Jezusa jest fakt, że krążyły one za życia tych, którzy byli jego świadkami. Tak więc prawdziwość tych opisów mogła być przez nich potwierdzona lub odrzucona.

Gdy ludzie, którzy napisali Nowy Testament, uzasadniali wiarygodność Ewangelii, odwoływali się do powszechnej znajomości faktów towarzyszących zmartwychwstaniu. Św. Piotr wzywał swoich słuchaczy: „Mężowie izraelscy, słuchajcie tego, co mówię: Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie”.

Obecność wrogich naocznych świadków

Innym powodem, dla którego nie mogło być miejsca na mity, legendy czy nierzetelności w opisach życia i nauczania Chrystusa, jest to, że przekazywane one były wśród ludzi znających przebieg wydarzeń, lecz bardzo wrogo nastawionych do nowego ruchu – chrześcijaństwa.

Jednym z pierwszorzędnych sposobów oceny wiarygodności świadka jest ponowne przesłuchanie go przez stronę przeciwną, ponieważ wzięcie go w krzyżowy ogień pytań umożliwia sprawdzenie jego prawdomówności i ujawnia możliwe uprzedzenia lub przesądy.

Sędzia Ruffin przedstawia zasadę „krzyżowego ognia pytań”: „Wszystkie procesy opierają się na zasadzie, że ludzkiemu świadectwu należy się pewna wiarygodność i że ta wiarygodność wzrasta i staje się bardziej niezachwiana w miarę jak świadek jest poddawany dokładnemu i badawczemu przesłuchiwaniu przez stronę przeciwną”.

Na temat znaczenia „wrogich świadków” przy zastosowaniu zasady „krzyżowego ognia pytań” wobec świadków zmartwychwstania pisze profesor prawa dr John Montgomery: „(…) ta reguła podkreśla rzetelność świadectwa o zmartwychwstaniu Chrystusa, które było przedstawiane w synagogach w tym samym czasie, w którym miały miejsce wydarzenia, o jakich świadczono – w samym centrum przeciwników, między wrogimi ludźmi, biorącymi świadków w krzyżowy ogień pytań, którzy z pewnością zniszczyliby chrześcijaństwo, gdyby fakty przedstawiały się inaczej”.

F. F. Bruce, profesor krytyki i egzegezy biblijnej Uniwersytetu Manchester, mówi na temat znaczenia badań relacji zawartych w Nowym Testamencie, prowadzonych przez natarczywych przeciwników: „Gdyby istniała jakakolwiek tendencja do odchodzenia od faktów w jakiejś istotnej sprawie, obecność wrogich świadków wśród słuchaczy służyłaby jako czynnik korygujący”.

Istnieją trzy typy świadectw historycznych: obserwacja, przypominanie i zapis. Zagorzali wrogowie nowego ruchu, koncentrującego się wokół Jezusa, byli gotowi rzucić wyzwanie każdemu zbyt gorliwemu Jego wyznawcy, który chciałby przypisać Mu jakiś nie dokonany cud albo upiększyć jakąś historię dla uczynienia Chrystusa bardziej atrakcyjnym. Ci wrodzy świadkowie byli gotowi poprawić każde zniekształcenie „obserwacji, przypomnienia i zapisu” – wszystkiego, co Jezus robił i czego nauczał.

Stan Gundry, teolog, pyta: „Czy jest możliwe, by pozwolili oni, aby fałszywe relacje zostały uznane za fakty z życia Jezusa, które również oni tak dobrze znali? Chrześcijaństwo naraziłoby się na śmieszność, gdyby stwarzało takie historie dla przyspieszenia swojego rozwoju”.

Apostołowie, którzy z pewnością pragnęli oddawać cześć Panu, nie przypisywaliby Mu nieprawdziwych słów i czynów. Co więcej, setki ludzi w pierwotnym Kościele musiały być potężnym czynnikiem utrzymującym przekaz w zgodzie z faktami.

Potwierdzenie przez archeologię

Louis Gottschalk pisze, że ogólna wiarygodność autora lub dokumentu jest uzależniona od: „znajomości prawdomówności autora, braku wewnętrznych sprzeczności w dokumencie, braku sprzeczności z innymi źródłami, wolności od anachronizmów i zgodności świadectwa autora z innymi znanymi faktami”.

Innymi słowami, „zgodność z innymi znanymi faktami historycznymi (geograficznymi) lub naukowymi jest często decydującym testem dowodowym; nieważne, czy dowód pochodzi od jednego, czy od większej liczby świadków”.

William Ramsay, jeden z największych archeologów świata, był uczniem niemieckiej szkoły historycznej dziewiętnastego wieku. Dopóki nie rozpoczął topograficznych badań Azji Mniejszej, które skłoniły go do zastanowienia się nad pismami św. Łukasza, był głęboko przekonany, że księga Dziejów Apostolskich powstała w połowie drugiego wieku po Chrystusie. W rezultacie rozważenia obszernego materiału dowodowego, który odkrył w swoich badaniach, był zmuszony zmienić swoje przekonania.

Rzetelność św. Łukasza

Ramsay stwierdził po trzydziestu latach badań, że „Łukasz jest pierwszorzędnym historykiem. Nie tylko jego opisy są faktycznie wiarygodne (…) [lecz] człowiek ten powinien być postawiony w jednym rzędzie z największymi historykami”.

Kiedyś uważano, że św. Łukasz na określenie władz Filippi niewłaściwie używa słowa praetor. Według „uczonych”, którzy tak utrzymywali, miastem zarządzało dwóch duumviris. A jednak, jak zwykle, św. Łukasz miał rację. Odkrycia wykazały, że tytuł praetor przysługiwał zarządcom rzymskich kolonii.

Użycie przez Łukasza słowa proconsul jako tytułu Galliona także okazało się właściwe, jak wykazała inskrypcja z Delf, której część brzmi: „jak Lucius Junius Gallio, mój przyjaciel i prokonsul Achai (…)”.

Ta inskrypcja z Delf (z roku 52) pozwala na dokładne umiejscowienie w czasie półtorarocznej posługi św. Pawła w Koryncie, ponieważ z innych znanych źródeł dowiadujemy się, że Gallio rozpoczął urzędowanie pierwszego czerwca, że urzędował tylko jeden rok i że ten rok pokrywał się z działalnością Pawła w Koryncie.

Publiusza, zarządcę Malty, św. Łukasz nazywa dosłownie „namiestnikiem wyspy”. Odkryto inskrypcje, które również określają Publiusza tym tytułem.

Innym przykładem rzetelności św. Łukasza jest posłużenie się przez niego słowem „politarch” na określenie cywilnych władz Tesaloniki. Ponieważ słowo to nie pojawiało się w literaturze klasycznej, znowu uznano, że Łukasz jest w błędzie. Dotychczas odkryto już jednak dziewiętnaście inskrypcji, które zawierają ten tytuł. Interesujące, że pięć spośród nich odnosi się do władz Tesaloniki.

Archeolodzy początkowo kwestionowali stwierdzenie św. Łukasza, że Listra i Derbe znajdowały się w Likaonii, a Ikonium nie. Opierali oni swoje przekonania na pismach Rzymian, np. Cycerona, który umieszczał Ikonium w Likaonii. Tak więc archeolodzy mówili, że księga Dziejów Apostolskich jest nierzetelna. William Ramsay odnalazł jednak monument, który wymieniał Ikonium jako miasto frygijskie. Późniejsze odkrycia potwierdziły to.

Wśród wielu szczegółów historycznych podanych przez św. Łukasza znajduje się wzmianka o Lizaniaszu, tetrarsze Abileny, wiążąca się z początkiem posługi Jana Chrzciciela w roku 27. Jedynym Lizaniaszem znanym historykom starożytności był ten, który został zabity w 36 roku przed narodzeniem Chrystusa. Pewna inskrypcja odkryta w pobliżu Damaszku mówi jednak o „wyzwoleniu Lizaniasza tetrarchy” i jest datowana między 14 a 29 rokiem po narodzeniu Chrystusa.

Nic dziwnego, że profesor E. M. Blaiklock, wykładowca klasyki na Uniwersytecie Auckland, stwierdza: „Łukasz jest doskonałym historykiem, godnym ustawienia w jednym rzędzie z wielkimi pisarzami Greków”.

Prawdziwy obraz

F. F. Bruce zauważa: „Tam, gdzie Łukasz był podejrzewany o niedokładności, a dokładność została potwierdzona przez świadectwa pochodzące z inskrypcji, można powiedzieć, że archeologia potwierdziła zapis Nowego Testamentu”.

Bruce dodaje na temat historycznej rzetelności Łukasza: „Człowiek, którego rzetelność została wykazana w sprawach, które jesteśmy w stanie sprawdzić, będzie prawdopodobnie równie rzetelny także tam, gdzie nie mamy sposobu sprawdzenia go. Rzetelność jest nawykiem umysłu i wiemy ze szczęśliwych (lub nieszczęśliwych) doświadczeń, że rzetelność niektórych ludzi jest nawykiem, podczas gdy co do innych możemy być pewni, że nie będą rzetelni. Pisma Łukasza pozwalają uznać go za pisarza, którego nawykiem jest rzetelność”.

Możemy więc wnioskować, że Nowy Testament daje nam rzetelny portret Chrystusa. Ta historyczna relacja o Nim nie może być odrzucona jako zapis czyichś wymysłów, historycznej manipulacji czy zabiegów literackich.

Podsumowanie

W mojej próbie obalenia chrześcijaństwa dokonałem dziewięciu ważnych obserwacji:

1. Istnieją obszerne historyczne, literackie i prawne świadectwa potwierdzające zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.

2. Jezus Chrystus sam zapowiedział, że trzeciego dnia zmartwychwstanie.

3. Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jest tym jedynym faktem, na którym opiera się chrześcijaństwo.

4. Wiara chrześcijańska nie jest „skokiem w ciemność”, lecz opiera się na inteligentnym rozumowaniu.

5. Choć nie jest to uczciwe, wiele osób wyklucza możliwość zmartwychwstania z powodu swego uprzedzenia wobec cudów.

6. Uczniowie Jezusa nie byli ignorantami – znali różnicę między faktem a fabułą.

7. Metoda przyrodnicza nie może być wykorzystana do badania zmartwychwstania Jezusa, ponieważ nie można powtórzyć wydarzeń historycznych w obecności badaczy.

8. Przy badaniu sprawy zmartwychwstania Jezusa Chrystusa muszą być zastosowane te same kryteria, co przy badaniu innych wydarzeń historycznych.

9. Istnieje obfitość naukowego materiału dowodowego dla wykazania, że Nowy Testament (główne źródło informacji na temat zmartwychwstania Jezusa) może wytrzymać najbardziej surowy test przeprowadzony według reguł badania świadectw i według odkryć nowoczesnej archeologii.

Kolejny rozdział