Więcej niż cieśla – rozdział 2

Poprzedni rozdział

Bóg, oszust czy szaleniec?
Dobitne stwierdzenia Jezusa na temat Jego boskości kłócą się z popularnymi poglądami sceptyków, którzy uważają Jezusa jedynie za dobrego człowieka o wysokich zasadach moralnych lub proroka, który mówił dużo mądrych rzeczy. Jakże często ten wniosek uchodzi za jedyny możliwy do przyjęcia przez uczonych lub za oczywisty rezultat procesu myślowego. Kłopot polega na tym, że wielu ludzi zgodnie temu przytakuje i nie zauważa błędu takiego rozumowania.

Dla Jezusa to, za kogo uważali Go ludzie, było niezwykle ważne. Powtarzając to, co Jezus mówił o sobie i za kogo się uważał, nie można dojść do wniosku, że był On tylko dobrym człowiekiem o wysokich zasadach moralnych lub prorokiem. Nie ma takiej możliwości i Jezus nigdy nie zamierzał jej tworzyć.

C.S. Lewis, który był profesorem na Uniwersytecie w Cambridge oraz kiedyś agnostykiem, rozumiał całą sprawę bardzo dobrze. Oto co pisze: „Próbuję tu zapobiec mówieniu bardzo głupiej rzeczy, którą się często słyszy: „Jestem gotów zaakceptować Jezusa jako wielkiego nauczyciela – moralistę, nie akceptuję jednak Jego twierdzeń o boskości”. Nie wolno nam wygadywać takich rzeczy. Człowiek, który by był tylko człowiekiem i mówił to, co Jezus, nie byłby wielkim nauczycielem – moralistą. Byłby albo szaleńcem – niczym człowiek, który twierdzi, że jest jajkiem na twardo – albo samym diabłem z piekła. Musisz sam zdecydować. Albo ten człowiek był i nadal jest Synem Bożym, albo szaleńcem lub kimś jeszcze gorszym”.

Następnie Lewis dodaje: „Możesz uważać Go za głupca, możesz splunąć na Niego i odpędzać niczym złego demona; możesz też paść u Jego stóp i nazwać Go Panem i Bogiem. Ale nie twórzmy protekcjonalnych bzdur, jakoby był On wielkim człowiekiem i nauczycielem. On sam nie zostawił nam takiego wyboru. Nie miał takiego zamiaru” [C.S. Lewis, Mere Christianity, The MacMillan Company, New York 1960, s. 40-41.].

F.J.A. Hort, który poświęcił dwadzieścia osiem lat studiowaniu tekstu Nowego Testamentu, pisze: „Jego słowa były w sposób tak kompletny Jego częścią i tak bardzo Jego wypowiedziami, że tracą swoje znaczenie, gdyby odczytywać je w oderwaniu jako stwierdzenia wypowiedziane przez Boską wyrocznię lub proroka. Jeśli pozbawimy każde z tych stwierdzeń podmiotu w Jego osobie, rozpadną się one na kawałki” [F.J.A. Hort, Way, Truth, and the Life, MacMillan and Co., New York 1894, s. 207.].

Kenneth Scott Latourette, historyk chrześcijaństwa na Uniwersytecie Yale, wyraził to następująco: „Nie nauka Jezusa decyduje o Jego wielkości, choć na pewno tylko dzięki niej zdobyłby uznanie. Decydujące jest połączenie osoby z głoszoną przez nią nauką. Tych dwóch części nie można rozdzielić”. Latourette kończy mówiąc: „Dla każdego myślącego czytelnika zapisów Ewangelii musi być oczywiste, że Jezus postrzegał siebie i swoje przesłanie jako coś nierozerwalnego. Był wielkim nauczycielem, ale nie tylko. Głoszona przez Niego nauka o Królestwie Bożym, o ludzkim zachowaniu i o Bogu była ważna, nie można jednak oddzielić jej od Jego osoby bez jej wypaczenia. Takie było też Jego stanowisko” [Kenneth Scott Latourette, A History of Christianity, Harper & Row, New York 1953, s. 44, 48.].

Jezus twierdził, że jest Bogiem. Nie zostawił nam innej możliwości. To twierdzenie musi być albo prawdziwe, albo fałszywe, trzeba więc dokładnie je rozważyć. Pytanie Jezusa skierowane do uczniów: „A wy za kogo Mnie uważacie?” (Mt 16,15) ma kilka możliwych odpowiedzi.

Załóżmy najpierw, że Jego pretensje do boskości były nieuzasadnione. Jeśli były nieuzasadnione, mamy dwie i tylko dwie możliwości. Albo wiedział, że są nieuzasadnione, albo tego nie wiedział. Rozpatrzymy każdy przypadek oddzielnie i zbadamy istniejące dowody.

2.1. Czy był kłamcą?

Jeśli Jezus twierdząc, że jest Bogiem, wiedział, że Nim nie jest, wówczas kłamał i umyślnie oszukiwał swoich uczniów. Jeśli jednak był kłamcą, był także hipokrytą, ponieważ mówił innym, żeby za wszelką cenę zachowywali uczciwość, podczas gdy Jego życie i nauki były jednym wielkim kłamstwem. Co więcej, musiał być diabłem, skoro kłamiąc namawiał ludzi do powierzania Mu ich życia wiecznego. Jeśli podtrzymywał swoje słowa i zdawał sobie sprawę z ich nieprawdziwości, wówczas był niewymownie zły. Wreszcie był też głupcem, ponieważ to właśnie Jego twierdzenie, że jest Bogiem, zaprowadziło Go na krzyż.

Wielu mówi, że Jezus był dobrym nauczycielem – moralistą. Bądźmy jednak realistami. Jak mógł być wielkim nauczycielem – moralistą i świadomie wprowadzać ludzi w błąd co do najważniejszego punktu swojej nauki – własnej tożsamości?

Musielibyście dojść do wniosku, że był działającym z wyrachowaniem oszustem. Ten pogląd nie zgadza się jednak z tym co wiemy o Nim oraz o owocach Jego życia i nauczania. Gdziekolwiek głoszone były słowa Jezusa, życie ludzi zmieniało się na dobre, narody zmieniały się na lepsze, złodzieje stawali się uczciwi, alkoholicy zostawali wyleczeni, osoby przepełnione nienawiścią stawały się źródłami miłości, niesprawiedliwi zamieniali się w sprawiedliwych.

William Lecky, jeden z najwybitniejszych brytyjskich historyków i zawzięty krytyk zorganizowanego chrześcijaństwa, pisze: „Tylko chrześcijaństwo miało prawo do przedstawienia światu Ideału, który przez osiemnaście wieków inspirował ludzkie serca gorącą miłością; okazało się, że jest On w stanie oddziaływać na wszystkie pokolenia, narody, niezależnie od temperamentu i warunków bytowania; był zawsze nie tylko najdoskonalszym wzorem cnót, lecz także najsilniejszym bodźcem do stosowania ich w praktyce (…) Prosty zapis tych trzech krótkich lat czynnego życia zrobił więcej dla odnowienia i złagodnienia ludzkości niż wszystkie rozprawy filozofów i namowy moralistów” [William E. Lecky, History of European Morals from Augustus to Charlemagne, D. Appleton and Co., New York 1903, t. 2, s. 8, 9.].

Philip Schaff, historyk, mówi: „Zeznanie to, jeśli nie jest prawdziwe, musi być albo jawnym bluźnierstwem, albo szaleństwem. Pierwsza hipoteza musi upaść w obliczu moralnej czystości i godności Jezusa, które można znaleźć w każdym Jego słowie i każdym czynie i które są powszechnie uznane. Oszukiwanie samego siebie w sprawie tak doniosłej przez umysł pod każdym względem tak czysty i mądry jest również wykluczone. Jak to jest możliwe, żeby był wizjonerem lub szaleńcem ktoś, kto ani razu nie stracił równowagi umysłu, kto łagodnie przemierzał morze problemów i prześladowań, niczym słońce nad chmurami, kto zawsze dawał najmądrzejszą odpowiedź na podchwytliwe pytania, kto ze spokojem i świadomie zapowiedział własną śmierć na krzyżu, zmartwychwstanie trzeciego dnia, zesłanie Ducha Świętego, założenie Kościoła, zniszczenie Jerozolimy – przepowiednie, które w pełni i bez wyjątku się sprawdziły? Postać tak wyjątkowa, tak pełna, tak całkowicie spójna, tak doskonała, tak ludzka, a jednocześnie będąca tak wysoko ponad wszelką ludzką wielkością, nie może być ani oszustem, ani kimś wymyślonym. Poeta, jak to ktoś mądrze powiedział, musiałby w tym wypadku być wybitniejszy od swojego bohatera. Żeby wymyślić Jezusa, trzeba by większego geniusza niż sam Jezus” [Philip Schaff, History of the Christian Church, William B. Eerdmans Publishing Co., Grand Rapids 1962 (reprint oryginału z 1910 r.), s. 109.].

W innym miejscu Schaff podaje przekonujący argument przeciw tezie, jakoby Jezus był oszustem: „W imię zdrowego rozsądku, logiki i doświadczenia, jak mógł oszust – człowiek zakłamany, egocentryczny, zdeprawowany – od początku do końca wymyślić i konsekwentnie podtrzymywać najbardziej szlachetną i najczystszą moralnie postać, jaką znał świat, zachowując najdoskonalej wrażenie prawdziwości i rzeczywistości? Jak mógł ułożyć, a następnie wcielić w życie plan o niezrównanej dobroczynności, moralnej potędze i wielkości, po czym poświęcić za niego życie w obliczu najsilniejszych uprzedzeń współczesnych Mu ludzi i czasów?” [Philip Schaff, The Person of Christ, American Tract Society, New York 1913, s. 94-95.].

Jeśli Jezus chciał, żeby ludzie słuchali Go i wierzyli, że jest Bogiem, dlaczego działał wśród Żydów? Dlaczego jako cieśla z Nazaretu poszedł do tak małego pod względem powierzchni i liczby ludności kraju, którego mieszkańcy tak ślepo wierzyli w niepodzielną jedność Boga? Dlaczego nie wybrał Egiptu czy jeszcze lepiej Grecji, gdzie wierzono w wielu bogów i na różnorodne sposoby oddawano im cześć?

Ktoś, kto żył tak jak Jezus, nauczał tak jak Jezus i umarł tak jak Jezus, nie mógł być oszustem. Czy są jakieś inne możliwości?

2.2. Czy był szaleńcem?

Skoro niewyobrażalne jest, aby Jezus był oszustem, w takim razie może myślał tylko, że jest Bogiem i był w błędzie? W końcu można nie mieć racji i jednocześnie być przekonanym, że się ją ma. Musimy jednak pamiętać, że uważanie się za Boga, zwłaszcza w kulturze tradycyjnie monoteistycznej, po czym mówienie innym, że ich los zależy od wiary w Niego, nie jest małym wybrykiem fantazji, lecz rozumowaniem szaleńca, w pełnym tego słowa znaczeniu. Czy Jezus Chrystus był taką osobą?

Ktoś przekonany o swojej boskości jest jak ktoś, kto dzisiaj twierdziłby, że jest Napoleonem. Oszukiwałby samego siebie i prawdopodobnie zamknięto by go gdzieś, żeby nie zrobił sobie i innym krzywdy. Lecz u Jezusa nie obserwujemy nienormalnych i niezrównoważonych zachowań, które zwykle towarzyszą obłąkaniu. Gdyby był obłąkany, Jego równowaga i opanowanie byłyby zadziwiające.

Noyes i Kolb w swojej pracy [Arthur P. Noyes, Lawrence C. Kolb, Modern Clinical Psychiatry, Saunders, Philadelphia 1958 (wyd. 5).] opisują schizofrenika jako osobę bardziej autystyczną niż realistyczną. Schizofrenik pragnie uciec od rzeczywistości. Spójrzmy prawdzie w oczy; twierdzenie o własnej boskości byłoby z pewnością odejściem od rzeczywistości.

W świetle innych rzeczy, które wiemy o Jezusie, trudno jest uwierzyć, że był osobą niezrównoważoną psychicznie. Oto człowiek, który wypowiedział jedne z najmądrzejszych słów, jakie kiedykolwiek zostały spisane. Jego nauki wyzwoliły wielu z umysłowego więzienia. Clark H. Pinnock pyta: „Czy łudził się co do swojej wielkości, czy był paranoikiem, nieumyślnym oszustem, schizofrenikiem? I znów, efektywność i głębia Jego nauk potwierdzają tylko tezę o Jego całkowitej umysłowej sprawności. Gdybyśmy wszyscy mieli taki umysł jak On!” [Clark H. Pinnock, Set Forth Your Case, The Craig Press, New Jersey 1967, s. 62.]. Dowiedziałem się od pewnego studenta z Kalifornii, że jego nauczyciel psychologii powiedział podczas zajęć, iż „wystarczy, że weźmie do ręki Biblię i przeczyta fragmenty nauki Chrystusa swoim pacjentom. Wielu z nich nie będzie już potrzebować innych porad”.

J.T. Fisher, psychiatra, stwierdza: „Gdybyśmy mieli zebrać wszystkie co do jednego autorytatywne artykuły, jakie kiedykolwiek zostały napisane przez najlepszych psychologów i psychiatrów na temat zdrowia psychicznego, gdybyśmy je wszystkie połączyli, udoskonalili i oczyścili z gołosłowia, gdybyśmy wydobyli z tego samą istotę i gdybyśmy tę czystą, nieskażoną naukową wiedzę przekazali najlepszym żyjącym poetom do zwerbalizowania, otrzymalibyśmy niepełne i niezgrabne podsumowanie Kazania na Górze. W porównaniu z oryginałem strasznie by ucierpiało. Od prawie dwóch tysięcy lat świat chrześcijański trzyma w rękach pełną odpowiedź na dręczące go, bezowocne tęsknoty. Oto (…) instrukcja udanego ludzkiego życia pełnego optymizmu, zdrowia psychicznego i zadowolenia” [J.T. Fisher, L.S. Hawley, A Few Buttons Missing, Lippincott, Philadelphia 1951, s. 273.].

C.S. Lewis pisze: „Wielka jest historyczna trudność innego niż chrześcijańskie wytłumaczenia życia, słów i wpływu Jezusa. Nigdy należycie nie wytłumaczono rozbieżności między głębią i rozsądkiem (…) Jego nauk moralnych a wybujałą megalomanią, która musiałaby kryć się za Jego teologicznym nauczaniem, gdyby rzeczywiście nie był Bogiem. Stąd wielka liczba niechrześcijańskich hipotez, które prześcigają się w robieniu wody z mózgu” [C.S. Lewis, Miracles: A Preliminary Study, The MacMillan Company, New York 1947, s. 113.].

Philip Schaff argumentuje: „Czy taki umysł – jasny jak niebo, rześki jak górskie powietrze, ostry i przenikliwy jak miecz, całkowicie zdrowy i mocny, zawsze gotowy i zawsze spokojny – czy taki umysł dałby się zwieść zasadniczej i niezwykle poważnej iluzji w stosunku do własnej osoby i misji? Bzdura!” [Philip Schaff, The Person of Christ, op. cit., s. 97.].

2.3. Czy był Bogiem?

Osobiście odrzucam wniosek, jakoby Jezus był oszustem lub szaleńcem. Zatem jedyną możliwością pozostaje to, że jest Chrystusem, Synem Bożym, tak jak twierdził.

Bardzo interesujące są reakcje większości Żydów, z którymi rozmawiam na ten temat. Mówią mi zwykle, że Jezus był moralnym, prawym przywódcą religijnym, dobrym człowiekiem lub jakimś prorokiem. Wtedy mówię im o tym, za kogo uważał się Jezus, a następnie dzielę się z nimi materiałem przedstawionym w tym rozdziale, dotyczącym problemu: oszust, szaleniec czy Bóg. Kiedy pytam, czy uważają Jezusa za oszusta, słyszę stanowcze „Nie!”. Następnie pytam: „Czy sądzicie, że był szaleńcem?”. Odpowiedzią jest: „Oczywiście, że nie”. „Czy uważacie Go za Boga?”. Zanim zdążę wziąć oddech, słyszę głośne: „Ależ skąd”. Jakże wiele wyborów stoi przed nami.

W przypadku tych trzech alternatywnych odpowiedzi nie chodzi o to, czy są możliwe, gdyż jest oczywiste, że wszystkie są możliwe. Pytanie powinno raczej brzmieć: „Która z nich jest najbardziej prawdopodobna?”. Rozstrzygnięcie przez was, kim jest Jezus, nie powinno być jałowym ćwiczeniem intelektualnym. Nie można zaszufladkować Go jako wielkiego nauczyciela – moralistę. Jest albo oszustem, albo szaleńcem, albo Bogiem. Sami musicie zdecydować. Ale, jak napisał św. Jan, „Te zaś [znaki – przyp. red.] zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i – co najważniejsze – abyście wierząc mieli życie w imię Jego” (J 20,31).

Dowody wyraźnie wskazują na to, że Jezus jest Bogiem. Niektórzy odrzucają je jednak ze względu na duchowe konsekwencje ich przyjęcia. Nie chcą dźwigać odpowiedzialności i następstw, które wynikają z nazwania Go Bogiem.

Kolejny rozdział