Bracze, dawacze… – rozdział 2

Poprzedni rozdział

Co się stało ze swobodą seksualną?

Tygodnik „Time” zamieścił na swoich łamach żart rysunkowy, będący ilustracją do artykułu „Nowa moralność”. Rysunek przedstawiał dwie młode kobiety, które, zajęte rozmową, spacerowały po parku. Jedna z nich mówi do drugiej: „Prawdę mówiąc, wołałabym się urodzić, zanim wymyślono seks”.

Wprawdzie jest to dość radykalna uwaga, ale są chwile, kiedy każdy z nas czuje to samo. Jesteśmy zalewani informacjami o seksie. Od rana do nocy mass media bombardują nas bardziej lub mniej subtelnymi obrazami i słowami. Cokolwiek byś czytał: dzienniki, prasę kobiecą, studencką, czy popularnonaukową, wszędzie najprawdopodobniej znajdziesz artykuł na temat seksu. W jednym możesz przeczytać jakie są „Przyjemności,związane ze swobodą seksualną”, a także „Problemy związane ze swobodą seksualną”. W innym pani psycholog omawia temat: „Seksualna samotność mężczyzny”. A jeśli to cię nie zainteresuje, w następnym numerze znajdziesz artykuł pana psychologa „Pewność siebie i atrakcyjność seksualna”. Możemy też przeczytać, jak ważny jest seks w małżeństwie i o tym, jak wydobyć więcej radości z seksu. Nieważne, czy jesteś przed ślubem, po ślubie, stary, czy młody – seks jest dla wszystkich! To samo przesłanie wbijają nam do głów telewizja i kino. Czy to będzie program rozrywkowy, czy naładowana erotyzmem reklama samochodu lub romantycznej wody po goleniu („rozbudzi nie tylko twoją twarz”), przesłanie jest zrozumiałe: swoboda seksualna. Pisarzy i czytelników, producentów i widzów, wszystkich interesuje wolność seksualna, spełnienie seksualne, fobie seksualne oraz rozkosze seksualne. Znane autorytety, Masters i Johnson, założyli organizację, która zajmuje się wyłącznie badaniami dotyczącymi seksu. Inni badacze, stosujący mniej naukowe metody i dochodzący do bardziej zmysłowych wniosków, zalewają rynek książkami, opisującymi nowinki z dziedziny techniki i pozycji uprawiania „miłości”. Sprawy seksu omawiane są jednak nie tylko w gazetach, filmach, czy na ekranach telewizorów. Gdziekolwiek gromadzą się ludzie – w domach, akademikach, motelach, restauracjach – wszędzie rozprawia się o seksie. I pomimo wszystkich tych komentarzy i pytań, „odpowiedzi” są często niejasne i niepewne.

Czy chodzi tylko o zaspokojenie potrzeb ?

Zjawisko wzmożonego zainteresowania seksem stało się również polem do działania dla statystyków. Według Census Bureau (instytucji zajmującej się w USA spisami ludności), na początku lat osiemdziesiątych w Stanach Zjednoczonych żyło ze sobą bez ślubu ponad milion par, co stanowiło sześćset procentowy wzrost tej liczby w ciągu dziesięciu lat. Statystycy ustalili też, że więcej łudzi niż kiedykolwiek przedtem ma pozamałżeńskie stosunki płciowe, i to w coraz młodszym wieku. To, co w latach pięćdziesiątych było pocałunkiem na dobranoc, teraz przerodziło się w wieczór bez żadnych tajemnic. Cała ta gadanina, swoboda i eksperymenty sprawiły, że młodzi ludzie odczuwają presję. Dla niektórych zwiększona świadomość seksualna jest wyzwalająca, dla innych całkowicie przytłaczająca. Wśród „wyzwolonych” znalazła się Catherine Breslin, autorka: „Sytuacja kobiety: nowe rozwiązania w seksie, miłości i innych kobiecych przyjemnościach”. Jak twierdzi, „seks odgrywa ogromną rolę w nowej grze. Radosny, dający zadowolenie seks bez wyzysku kobiet jest wprawdzie zajęciem dla dorosłych, lecz nie pozbawionym elementu zabawy”. Wspomnianą „grą” jest samospełnienie i zaspokojenie. „Nowa kobieta” patrzy na życie i seks z innej perspektywy niż ta z przeszłości. Dla nowej kobiety małżeństwo przedstawia się jako dziwny, trudny, czasem nawet uciążliwy układ. Jeden mężczyzna nie może zaspokoić wszystkich jej potrzeb. Pani własnego losu, jak twierdzi Breslin, może mieć ośmiu, a nawet dziesięciu mężczyzn, którzy są dla niej równie ważni: z jednym ćwiczy jogging w parku, z drugim chodzi do opery, z trzecim wyjeżdża na narty, jeszcze inny gotuje jej wykwintne potrawy, a dwóch lub trzech uprawia z nią seks. Każdy z nich dostarcza jej innych zmysłowych przyjemności. Do tego trzeba jeszcze dodać dwóch lub trzech dobrych, kochających przyjaciół, którym może się zwierzyć i wypłakać w rękaw, gdy jest jej źle.

Czy seksualnie wyzwolona kobieta jest szczęśliwa ?

Co niesie za sobą taka perspektywa? Czy przynosi szczęście i spełnienie? Czy seks jako gra i coś „zabawowego” może budować poczucie własnej wartości? Czy pożycie z wieloma mężczyznami odpędza samotność i czy może zastąpić trwały związek z jedną osoba? Według badań naukowych odpowiedzią na te pytania jest „nie”. Doktor Theodore I. Rubin twierdzi, że „kobiety często angażują się seksualnie z powodów nie związanych z seksem. Kobieta umawia się na spotkanie z mężczyzną, po czym idzie z nim do łóżka nie dlatego, że chce, ale dlatego, że czuje, iż mężczyzna liczy na to i jeśli mu nie ulegnie, już nigdy więcej go nie zobaczy. Zaangażowanie seksualne z tego powodu może sprawić, że kobieta będzie się czuć nieszczęśliwa – zła, winna i wykorzystana. Często ludzie rozpoczynają życie seksualne zbyt wcześnie, gdy ich poczucie własnej wartości nie jest jeszcze na tyle duże, żeby zdecydować, czy chcą to robić z kimś konkretnym, czy tylko dlatego, że, jak słyszą, nie ma w tym nic złego. Może to u nich wywołać uczucie nienawiści do samych siebie”. Nęka je złość i poczucie winy, świadomość, iż są wykorzystywane, oraz nienawiść do samych siebie – czyżby wyzwolenie seksualne kobiet miało jakieś działanie uboczne? Dr Rubin nie jest jedyną osobą, która nadaje sygnały ostrzegawcze. Psycholog Lonnie Garfield Barbach, autorka „For Yourself The Fulfliment of femile Sexuality” (Dla samej siebie: zaspokojenie kobiecej seksualności) przyznaje, iż największa presja ciąży na młodych kobietach. Wiele jej pacjentek czuło, iż oczekuje się od nich, aby były „wolne, otwarte, zmysłowe, zdolne do namiętnej miłości i pozbawione wszelkich zahamowań”. Jeśli nie potrafią spełnić tych oczekiwań, są „niesłychanie krytyczne w stosunku do siebie”. Barbach pisze: „Te dwudziestoparoletnie kobiety są rozdarte między filozofią rewolucji seksualnej, a dość konserwatywnymi poglądami ich rodziców”.

Mężczyźni w seksualnej pułapce

Cierpią jednak nie tylko kobiety. Psycholog dr Karen Shanor, która przez dwa lata prowadziła badania nad męską seksualnością i opublikowała swoje wnioski w The Shanor Study (Studium Shanor), twierdzi, że podobnie jak współczesna kobieta, współczesny mężczyzna dokonuje krytycznej analizy swojego tradycyjnego wizerunku, którym, jak pisze Shanor, był „niezaspokojony ogier”, i dochodzi do wniosku, że ogranicza on jego potencjał jako człowieka. Ponad połowa badanych przez Shanor mężczyzn przyznała, że „daleko im do pełni szczęścia i nie są zadowoleni ze swojego życia intymnego”. Dlaczego? Z wielu powodów, ale można je podsumować mówiąc, że nader często dzisiejszy mężczyzna ląduje na ziemi niczyjej pomiędzy mitem, który już nie zdaje egzaminu (jeśli w ogóle kiedykolwiek go zdawał), a marzeniem, które jeszcze nie zostało spełnione, marzeniem o czułej intymności, nieosiągalnej podczas jednorazowego stosunku z przygodną osobą. W pewnym sensie mężczyźni są w drodze do lepszego miejsca, jednak nie dotarli jeszcze do celu i coraz bardziej dokucza im w tej podróży samotność”.

Psycholog i znawca kultury pop dr Joyce Brothers wypowiedziała się na temat owej seksualnej pielgrzymki w artykule „Times’a” dotyczącym „nowej moralności”. Napisała: „Nie jesteśmy aż tak bezpruderyjnymi ludźmi, za jakich się uważamy. Wielu z nas doszło do wniosku, że seks na zawołanie daje tyleż satysfakcji, co kichnięcie. Żeby móc uprawiać seks z wieloma osobami, trzeba dużo czasu i zachodu, wielu z nas odkryło więc, że seks nie jest tego wart”.

Barbara Seaman, autorka Free and Female (Wolność i kobiecość), wyraziła to jeszcze bardziej obrazowo. Odwracamy się od przygodnego seksu, ponieważ wielu z nas zostało zranionych. To tak, jakbyśmy jechali pociągiem, który coraz bardziej oddalał się od krainy Dziewiętnastowiecznej Moralności, a któremu w latach dziewięćdziesiątych i siedemdziesiątych naszego wieku popsuły się hamulce, w związku z czym wielu pasażerów ucierpiało. Teraz hamulce znów zaczynają działać”.

Opamiętanie

Jedną z poszkodowanych była Gretchen Kurz, choć według jej własnej diagnozy nie została ciężko ranna. Gretchen, studentka uniwersytetu stanowego w San Jose, dość otwarcie wypowiadała się na łamach czasopisma „Mademoiselle” w jego sierpniowym numerze z 1977 roku. Po wstąpieniu na uczelnię Gretchen gotowa była rozpocząć „dekadenckie życie”. „I oto zjawiłam się – wyposażona w ołówek HB, legitymację studencką i odpowiedni zapas pigułek antykoncepcyjnych. Ale jakoś nie udało mi się dostać na statek wyruszający w rejs do beztroskiego, pozbawionego poczucia winy seksu. Teraz jestem przekonana, że był to mit, utrwalany przez wielu rozczarowanych studentów, którzy bali się powiedzieć prawdę. No ale jakżeż mieli się do tego przyznać? Tak bardzo czekali na wolność i możliwość łamania wszelkich zasad”. Gretchen nie wątpiła, że po wstąpieniu na uniwersytet, będzie z kimś dzieliła swoje życie intymne. Oddajmy jej głos: „Delikatnie mówiąc, słówko „dzielić” było zdecydowanie nie na miejscu. Podczas mojego pierwszego spotkania z panem Miłość Niejedno Ma Imię, wiele rzeczy wprawiło mnie w zakłopotanie. Czy mam już wyjść, czy zostać na noc? Co mam powiedzieć rano? Czy mogę pożyczyć jego szlafrok? Czy byłam dobra? On nie był. Czy to znaczy, że daliśmy początek czemuś trwałemu? Nie, jak się okazało. Powiedzenie, że ogarnęło mnie poczucie winy byłoby nieprawdą, jednak doświadczenie to dalekie było od euforii. Nasz związek w sposób najbardziej pozytywny można by określić słowem „nijaki”. Nie było w nim uczucia, chyba że skrzętnie skrywane pod płaszczykiem awangardowej nonszalancji. Szybko przekonałam się, że podobny chłód i rezerwa charakteryzowały wszystkie moje kolejne związki. Ten brak uczuć nie tylko przyprawiał mnie o zmieszanie, ale i irytował. Chciałam wiedzieć, skąd się wziął i dlaczego był tak niezbędny w seksualnym wyzwoleniu moich przyjaciół – studentów. Oczywiście, była to powszechna podstawa aktywnego życia intymnego”. Zaniepokojona Gretchen zaczęła wypytywać mężczyzn, którzy pojawili się w jej życiu, skąd brała się ta rezerwa i bezduszność. Jakie mieli poglądy na temat seksu? Odpowiedzi były podobne. Seks to „zabawa i rodzaj gry”, „naturalna reakcja”, „dwoje dorosłych ludzi i dobra rozrywka”. „Słowa takie, jak kochać, dzielić, szczęście nigdy nie pojawiały się w tych rozmowach”. Postanowiła powrócić do cnotliwego, lecz szczęśliwego stylu życia i jakiś czas po podjęciu tej decyzji rozmawiała z bliskim przyjacielem, który narzekał na swobodne i swawolne prowadzenie się studentów, opisując co czuje, wyrażał pogląd większości swoich kolegów. Powiedział: „Najczęściej lądowałem w łóżku z osobą, z którą nigdy nie chciałbym zajść aż tak daleko. Gdy dochodziłem do punktu, w którym powiedziałem, że spędzę z nią noc, dalszy ciąg odbywał się jakby w przyspieszonym tempie. Zachowywałem się jak automat. Czasem chciałem po prostu mieć to wszystko jak najszybciej za sobą. Opamiętałem się, gdy w końcu zdałem obie sprawę, że seks jest do niczego, jeśli nie ma w nim miłości i zaufania. Bez tego nie warto się nawet trudzić”. Gretchen zakończyła swój artykuł słowami: „We wrzawie panującej wokół swobody seksualnej raczej trudno jest wstać i przyznać, że nie jest ona tym, co wszyscy sobie wyobrażają; zwłaszcza wobec świata, który nie pozwala ucichnąć rozmowom na jej temat. Siedzimy więc z zaciśniętymi ustami, zbyt zażenowani, by powiedzieć, że jej nie znaleźliśmy. Nie potrafimy się do tego przyznać przed światem i, co gorsza, nawet przed sobą. Być może należałby rozpocząć odnowę mówiąc, że bez miłości i zaufania nie warto się nawet trudzić”.

Gdzie znajduje się odpowiedź?

Ciekawe, prawda? Wszędzie omawia się i praktykuje swobodę seksualną, wolność seksualną, pełnienie seksualne i właśnie w samym środku rewolucji obyczajowej napotykamy wiele jej ofiar i wyrażeń takich, jak „pociąg, któremu popsuły się hamulce, daje tyleż zadowolenia, co kichnięcie, bezduszny niczym ołówek HB”. Czyżby tym właśnie był seks – to wspaniałe, organiczne, emocjonalne doświadczenie wychwalane przez masy? Coś musiało się popsuć. Czy seks to rzeczywiście tylko swawolna gra, „coś zabawowego”, sznureczek kochanków i jednorazowych przygód oraz nieudane małżeństwa? A może miłość i zaufanie naprawdę są ważne? Ale jak to uzasadnić? I jaką rolę odgrywa tu seks? Może tajemnica nie leży w seksie? Na szczęście jest na to odpowiedź. Nie tylko wyczerpująca i realistyczna, ale też pozytywna i radosna. Czas sięgnąć do źródła.

Kolejny rozdział