Bracze, dawacze… – rozdział 3

Poprzedni rozdział

Kto wymyślił seks?

Istnieje obowiązek zaopatrywania wszelkich produktów spożywczych w etykiety, podające ich składniki. Czyż nie byłoby wspaniale, gdyby seks też posiadał taką etykietkę lub gdyby istniała instrukcja dla użytkowników seksu, w której producent wyjaśnia, na czym on polega i jak najlepiej z niego korzystać? Uwaga, mam dobre wieści! Istnieje taka instrukcja. Nie znajdziesz jej jednak pomiędzy dziesiątkami tomów opisujących techniki miłosne. Najbardziej przystępne informacje dotyczące seksu i kochania, jakie kiedykolwiek zostały publikowane, powstały 3500 lat temu, a pochodzą od niejakiego Mojżesza. Pisząc z Bożego polecenia samego „Producenta”, w sposób autorytatywny przedstawia pochodzenie i rolę seksu. Jego instrukcja to biblijna Księga Rodzaju. W pierwszych dwóch rozdziałach ukazuje proces stworzenia świata. W punkcie kulminacyjnym tego procesu, jak pisze, „Stworzył (…) Bóg człowieka na swój obraz (…) stworzył mężczyznę i niewiastę (Rdz 1,27). No i proszę: od samego początku seksualność stanowiła fundamentalną część istoty ludzkiej, była zamysłem samego Stwórcy. Nie można być człowiekiem, nie będąc określonym seksualnie jako mężczyzna lub kobieta. Trochę dalej, w rozdziale drugim, dowiadujemy się, w jak niezwykły sposób kobieta i mężczyzna zostali dla siebie stworzeni. Oceniwszy swoją pracę jako „dobrą”, Bóg powiedział, że „niedobrze” dla mężczyzny jest żyć samotnie. Zdumiewające. Jeśli ktoś kiedykolwiek miał idealne warunki bytowania, to był nim pierwszy człowiek – najwspanialsze dzieło Boga. Żył w doskonałym klimacie, wieczorami przechadzał się z samym Panem Bogiem, obdarzony został twórczym umysłem i władzą nad wszystkimi stworzonymi przez Boga zwierzętami. A jednak czegoś mu brakowało. Nadal żył samotnie. Odczuwał wrodzone „pragnienie połączenia”. I nawet otaczająca go doskonałość nie była w stanie zagłuszyć tego pragnienia.

Doskonale uzupełnienie

Biblia mówi więc nam, że Bóg uśpił Adama i ukształtował z jego żebra kobietę. Dla Adama było to o wiele więcej, niż utrata jednej kości. Adam budzi się i widząc kobietę, mówi: „Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z ciała mojego” (w. 23). Uwspółcześnione tłumaczenie z hebrajskiego byłoby głośnym: „O rany! Gdzieś ty była, kiedy cię nie było?”.

Mężczyzna i kobieta zostali tak skonstruowani przez Boga, że osobno stanowią dwie niekompletne części. Dlatego Mojżesz napisał: „(…) mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (w. 24). Poszukując sekretu miłości, pamiętaj o tym fragmencie. Współżycie seksualne jest jednym z kluczowych sposobów umożliwiających kobiecie i mężczyźnie stanie się „jednym ciałem”.

Cóż takiego tkwi jednak w kobiecie, co sprawia, że jest ona niezbędna mężczyźnie? Mojżesz w Piśmie Świętym używa dwóch pojęć: „pomocna i pasująca”.

Chodzi o to, że kobieta jest dla mężczyzny najdoskonalszym partnerem, towarzyszką, będącą jego idealnym uzupełnieniem. Tę samą rolę w życiu kobiety spełnia mężczyzna. Owo pierwotne „uzupełnianie się” zostało stworzone po to, aby mogły być spełnione indywidualne pragnienia obu stron. Kiedy dochodzi do połączenia mężczyzny i kobiety, potrafią oni zaspokoić swoje podstawowe psychiczne i emocjonalne potrzeby. Zgodnie z pierwotnym planem Pana Boga, stają się dzięki sobie pełnymi istotami ludzkimi.

Test na rozpoznanie prawdziwej miłości

Jeśli zastanawiasz się właśnie, czy osoba, z którą obecnie chodzisz lub którą kochasz, jest dla ciebie odpowiednia, zadaj sobie pytania: Czy pragnę i czy jestem w stanie zaspokoić jej lub jego prawdziwe potrzeby? Czy ta osoba potrafi zdobyć się na coś więcej, niż tylko zaspokojenie mojego popędu płciowego, wychowanie moich dzieci lub przynoszenie do domu pensji? Czy jesteśmy osobami, które uzupełniają się wzajemnie w sposób jedyny w swoim rodzaju? Gdy chcesz się z kimś spotykać, nie zastanawiaj się, czy jest to osoba, z którą możesz żyć. Szukaj takiej osoby, bez której żyć nie możesz.

W pierwszym rozdziale wspomniałem, że poznałem Paula Lewisa, gdy chodziliśmy z siostrami – bliźniaczkami. Przedtem, kiedy jeszcze studiowałem, przez dwa lata moją dziewczyną była Paula. Nasz związek pogłębiał się i zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Tak bardzo lubiliśmy ze sobą przebywać, że nic dziwnego, iż zakochaliśmy się w sobie. Paula była dla mnie niewyczerpanym źródłem otuchy. Pomagała mi w nauce i w pracy w organizacji chrześcijańskiej. Dzieliliśmy się nawzajem swoimi marzeniami. Miała wspaniałe poczucie humoru, była atrakcyjną dziewczyną; tak właśnie wyobrażałem sobie idealną żonę. Nasz związek trwał, lecz gdy zaczęliśmy rozmawiać o małżeństwie, w naszych umysłach zakiełkowało zwątpienie. Brakowało nam idealnego spokoju ducha, którego udziela Bóg, gdy postępujemy zgodnie z Jego wolą. W końcu stało się jasne, że nie pobierzemy się. Nasze rozstanie było jednym z najbardziej bolesnych doświadczeń w moim życiu. Jednak, mimo iż stanowiliśmy niezwykle dobraną parę, Paula nie była tą właściwą, uzupełniającą mnie osobą. Moja żona Dottie jest moim doskonałym dopełnieniem, darem od Boga; Paula nim nie była.

Ciekawe, że Paul miał podobne doświadczenie w latach studenckich. I przez prawie cztery łata chodził z Carolyn. Wszyscy myśleli, że się pobiorą. Byli wspaniałą parą. Mieli wspólne zainteresowania, pracowali razem w samorządzie uczelnianym i piastowali tam ważne stanowiska; mieli takie same cele życiowe. Ich związek był szczęśliwy i radosny. Jednak gdy przyszedł czas, żeby ostatecznie zobowiązać się w kwestii małżeństwa, coś nie grało. Bóg nie dał Paulowi odczuć pokoju. Carolyn nie uzupełniała go, tak jak teraz Leslie. Nie chodzi mi tu o seks. Mówię o sposobie, w jaki osobowości, uzdolnienia, potrzeby intelektualne i emocjonalne kobiety i mężczyzny łączą się, aby tworzyć idealny związek przez dwadzieścia cztery godziny na dobę.

Związek „jednego ciała

Gdy Mojżesz napisał „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem”, wyraził owo „opuszczenie” i „łączenie” najmocniejszymi hebrajskimi słowami, jakich można było użyć. Opuszczenie oznacza odrzucenie przywiązania do rodziców i zastąpienie go przywiązaniem do małżonki.

Powstała w ten sposób więź ma być tak nierozerwalna, jak przedtem związek z rodzicami. Czy myślałeś kiedykolwiek o tym, jak trudno będzie ci „wyrodzić się” od swoich naturalnych rodziców? I to hebrajskie słowo przetłumaczone jako „łączenie” oznacza nierozerwalną spoinę. Potwierdzeniem powstałego związku, jego stałą cechą, ma być stosunek płciowy, podczas którego mężczyzna i kobieta stają się jednym ciałem.

1500 lat później przypomniał o tym Jezus podczas debaty z żydowskimi kapłanami. Chcieli wybadać, co Sądzi na temat rozwodu. Pytali go o podstawy prawne, umożliwiające mężczyźnie rozwód z kobietą. Jezus, znając ich motywy, odpowiedział im: „Czy nie czytaliście (…) ci będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19,5-6).

Jakiś czas później apostoł Paweł wrócił do tej zasady w Pierwszym Liście do Koryntian. Martwiły go praktyki niektórych diakonów i starszych Kościoła. Korynt był wówczas miastem pełnym pogańskich świątyń. Odprawiane w nich obrzędy rytualne ku czci bożków sprawiały, że było to jedno z najbardziej „religijnych” miast świata. Jedną z form kultu były stosunki płciowe ze „świętymi nierządnicami”.

Św. Paweł niepokoił się, ponieważ niektórzy chrześcijanie powracali do starych praktyk i w środowe wieczory zaglądali do pogańskich świątyń, żeby „pooddawać cześć”. Bynajmniej nie miało to nic wspólnego z modlitwą. Św. Paweł pisał: „(…) czyż nie wiecie, że ten, kto łączy się z nierządnicą stanowi z nią jedno ciało? Będą bowiem – jak jest powiedziane – dwoje jednym ciałem” (1 Kor 6,16). Stają się jednością w taki sam sposób, w jaki wiara w Jezusa Chrystusa tworzy więź między Bogiem, a duszą człowieka, Bóg często powołuje się na związek małżeński jako analogię swojej więzi z wierzącymi chrześcijanami.

Jaki jest prawdziwy cel seksu ?

Cóż więc miał na myśli Bóg – „Producent”, kiedy planował seksualność, gdy stwarzał męskie i żeńskie narządy płciowe oraz popędy i namiętności prowadzące do cielesnego zbliżenia? Jego zamysłem było stworzenie jedności. Stosunek płciowy ma być manifestacją jedności kobiety i mężczyzny.

Powiesz może: „Zaraz, chwileczkę. Biblia uczy przecież, że podstawowym celem seksu jest prokreacja, czyli płodzenie dzieci. Czyż nie tak?” Ależ nie! To tylko mit, rozpropagowany przez niedoinformowanych krytyków chrześcijaństwa, który służył ich własnym celom. Płodzenie dzieci nie jest głównym powodem, dla którego uprawia się seks w małżeństwie. Jest to powód drugorzędny, choć też bardzo ważny. Ale nie dlatego Bóg stworzył seks.

Najważniejszym czynnikiem, jak wskazuje to Biblia w Rdz 1,24, jest jedność. „Jednocielesność” to doświadczenie fizyczne, ilustrujące moc związku duchowego kobiety lub mężczyzny z Bogiem, gdy są narodzeni w Jezusie Chrystusie.

Połączenie podczas stosunku płciowego daje mężczyźnie i kobiecie najtrwalszą przyjemność i największe zaspokojenie, jakie można sobie wyobrazić, pod warunkiem, że ma miejsce w odpowiednim czasie, z odpowiednim partnerem, w odpowiednim związku. Właśnie dlatego seks jest tak wspaniały! Dlatego też nadużywanie seksu prowadzi w końcu do ogromnego rozczarowania.

Błędne przesłanie

Do wielu ludzi powyższe przesłanie, dotyczące seksu, nie trafiło. Nigdy go nie słyszeli z powodu fałszywych, karykaturalnych wręcz wyobrażeń o chrześcijańskich poglądach na sprawy seksu. Filozofia „Playboya” i wiele innych tego rodzaju głosów spowodowały, że miliony łudzi uwierzyło w negatywne nastawienie Biblii do radości i zadowolenia czerpanych z seksu. Przekonywano, iż żeby zostać chrześcijaninem, trzeba odrzucać i tłumić popędy seksualne.

Nic bardziej mylącego. W rzeczywistości jeden z najpiękniejszych opisów miłości między mężczyzną i kobietą można znaleźć w Biblii, w pieśni Salomona (Pieśń nad pieśniami). Mowa w niej o parze kochanków, całkowicie pochłoniętych wzajemnym zadowalaniem się. Zapisana w tych strofach poezja miłosna jest zachwycająca!

Bóg nie jest przeciw seksowi. Jest za nim, i to do tego stopnia, że pragnie, aby wszyscy ludzie nauczyli się z niego czerpać jak największy pożytek. Chce, żeby zrozumieli, iż seks nie jest sposobem na osiągnięcie szybkiej i powierzchownej przyjemności, lecz aktem prawdziwej miłości, całkowitego oddania się sobie, który należy starannie pielęgnować, bez względu na to, jak zachęcająca może się wydawać przypadkowa przygoda seksualna.

Oczywiście, wygłoszono w imię chrześcijaństwa wiele bzdur na temat seksu. I gdyby tak zebrać te błędne wyobrażenia razem, powstałaby bardzo żałośnie wyglądająca karykatura. Być może stwarza ona pozory „chrześcijańskiego poglądu na sprawy seksu”, ale nie jest nim nawet w przybliżeniu. Obalenie tej karykatury niczego nie zmienia.

Fakt pozostanie faktem: seks pochodzi od Boga; Bóg stworzył seks, żeby zaspokoić głębokie pragnienia, które ukształtował w każdym mężczyźnie i w każdej kobiecie, i nic nigdy tego nie zmieni.

Kiedy zatrzymamy się odpowiednio wcześnie w naszej pogoni za najdoskonalszym wyrażeniem się w seksie, zdamy sobie sprawę jaką głupotą jest próba napisania własnej „instrukcji użytkownika”. Tylko „Producent” wie naprawdę, jak możemy sprawić, aby doświadczenie seksualne było satysfakcjonujące, czyli takie, jakiego pragniemy. Kiedy wreszcie otworzymy oczy na te prawdy, odnajdziemy to, czego szukamy. Odkryjemy tajemnicę miłości.

Popęd płciowy

Wielu łudzi miałoby ochotę powiedzieć: „Coś ty, Josh, seks to tylko czynność fizjologiczna. Przecież stosunek płciowy jest jedynie fizycznym zaspokojeniem jednej z biologicznych potrzeb”.

No to posłuchajcie: może to i prawda, ale jeśli chodzi o kota z sąsiedztwa. Dla ciebie i dla mnie seks, taki, jakim stworzył go Bóg, jest tym, co angażuje całe jestestwo człowieka. Jest to całkowite oddanie się drugiej osobie, całkowite odsłonięcie się przed nią, dawanie bez żadnych ograniczeń. Na wielu stronach Starego Testamentu stosunek płciowy jest obrazem związku duchowego z Bogiem. Jakiekolwiek inne doświadczenie nie będące owym całkowitym oddaniem się, pomimo przyjemności, jakie sprawia, nie zostało dla nas stworzone przez Boga.

W czasie świąt Wielkanocnych omawiałem ten temat w Daytona Beach (a może to być podniecające, zważywszy na przechadzające się po tamtejszej plaży ciała). Kiedykolwiek poruszam tę sprawę, zawsze kilka osób spośród słuchaczy zaczyna się denerwować. Podejrzewam, że uderzam w ich czułe miejsca. Któregoś wieczoru naprawdę zirytowałem pewnego faceta. Przyszedł do motelu, w którym mieszkałem, walnął pięścią w drzwi i gdy je otworzyłem, wepchnął się do środka.

– Nie zgadzam się z kilkoma rzeczami, o których pan dzisiaj mówił – powiedział.
– Trudno, jakoś to przeżyję – odparłem.
– No, ale ja chcę o tym porozmawiać – dodał.
– Ja też – powiedziałem.
– Czy jest coś złego w poważnym fizycznym związku z dziewczyną? – zapytał.
– Drogie panie, z pewnością znacie to wyrażenie „trwały, poważny związek”. Pewna pani powiedziała: „Ach tak, w zeszłym miesiącu miałam ich cztery”.
– Czy jest coś złego w trwałym, poważnym związku z dziewczyną, którą się kocha, jeśli nikomu to nie robi krzywdy i jeśli chce się tylko trochę zabawić? Tak, miałem stosunki z dwudziestoma sześcioma kobietami – powiedział mój gość.
– Ojej, cóż za zdolność do kochania. Proszę mi powiedzieć: gdy będzie pan chciał się ożenić, czy poślubiłby pan kobietę, która była zaangażowana w jeden z dwudziestu pięciu poważnych związków innego mężczyzny? – zapytałem.
– Nie – odparł.
– Wobec tego jest pan hipokrytą. Czy to jest poważne podejście do seksu? Nie chce pan, aby ktoś traktował kobietę, z którą się pan ożeni, tak samo, jak pan traktuje wszystkie swoje kobiety – powiedziałem.

Niestety, wielu mężczyzn zajmuje taką właśnie postawę „braczy”.

Czy seks jest dowodem miłości ?

Seks, jako „produkt” Boga, ma ogromne znaczenie. To nie jest coś, co się „dostaje”, „robi” lub „ma”. Ekspresja seksualna wzrasta i rozwija się jako rezultat stałego i dojrzewającego związku między kobietą i mężczyzną. Jest stworzonym przez Boga dowodem i wyrazem idealnej jedności między nimi.

Niektórzy używają tego jako argumentu przemawiającego za współżyciem przedmałżeńskim. Mówią: „Musimy rozpocząć współżycie przed ślubem, żeby sprawdzić, czy pasujemy do siebie”. Lecz problem dopasowania się nie dotyczy tylko sfery fizycznej. Pod względem fizycznym zwykle wszystko gra. Dopasowanie się polega na osiągnięciu doskonałej jedności – wzajemnym uzupełnianiu się, które powoduje, że stajemy się pełnymi, oddanymi sobie osobami. A do tego potrzebne jest zaangażowanie wszystkich ster jestestwa – wymiaru duchowego (wrażliwość Boska), intelektualnego (wrażliwość ludzka) a także fizycznego. Wedle Bożego planu, im głębszy związek duchowy i intelektualny kobiety i mężczyzny, tym wspanialsze czeka ich współżycie seksualne, które z czasem będzie dojrzewać i stawać się coraz bogatsze.

W jednym z collegeów pracował pewien profesor, który miał osiemdziesiąt cztery łata. Pewnego razu jedna ze studentek na zajęciach z socjologii zapytała go: „Proszę mi powiedzieć, panie profesorze, kiedy seks zaczyna się człowiekowi nudzić?” Odpowiedział: „Nie wiem, ale na pewno nie przed ukończeniem osiemdziesięciu czterech lat”.

I tak został pomyślany seks. Powinien zawsze dojrzewać i rozwijać nas w celu utworzenia idealnego związku, doskonałej jedności. Tego rodzaju więzi, radości i jedności nie można doświadczyć podczas jednonocnej przygody. Prawdę mówiąc, takie wartości w ogóle nie są możliwe do osiągnięcia poza związkiem małżeńskim, który jest stały i ostateczny.

Seks powstał z tego samego twórczego aktu Boga, w wyniku którego powstał człowiek. Możesz w to wierzyć lub nie, wybór należy do ciebie. Możesz uważać, że seksualność człowieka jest jedynie biologiczną funkcją, która niczym się nie różni od popędów każących dwóm psom biegać za sobą po parku. Możesz eksperymentować i uprawiać wszystkie intelektualne i towarzyskie gry, jakie tylko zechcesz. Jednak poszukiwanie dla seksualności innych celów oprócz tego jednego, który został stworzony przez Boga, jest z góry skazane na niepowodzenie, nie będą one bowiem w stanie zaspokoić seksualnych potrzeb i pragnień, tkwiących w nas za sprawą Boga. Seks przypomina każdy inny proces; użytkujemy go prawidłowo tylko wtedy, gdy kierujemy się wskazówkami „Producenta”. Pomimo pozornej mocy i trwałych uroków, seks jest czymś bardzo delikatnym. Potrzebuje dużo czasu i poczucia bezpieczeństwa. Rozkwita tylko wtedy, gdy cieszymy się nim w atmosferze autentycznej, bezwarunkowej miłości. Tak naprawdę nikt nie odkryje idealnego seksu, póki nie zrozumie, jak dawać i przyjmować idealną miłość. Często można usłyszeć zdanie, że jeśli się kogoś kocha, trzeba to wyrazić poprzez seks. Prawda jest taka, że jeśli nie potrafisz wyrazić miłości inaczej, jak tylko poprzez seks, wówczas nie jest to prawdziwa miłość. Przyjrzyjmy się więc prawdziwej miłości.

Kolejny rozdział