Bracze, dawacze… – rozdział 7

Poprzedni rozdział

Czy mężczyźni reagują inaczej niż kobiety?

Czy pamiętasz swoją pierwszą randkę? Ja owszem i to bardzo dobrze. Byłem tak podniecony, że zacząłem się kąpać cztery godziny wcześniej. To znaczy dorwałem płyn do kąpieli mojej siostry, napuściłem wody do wanny i wyszorowałem się jak nigdy! Zawiązanie krawatu – to dopiero było wydarzenie. Musiałem na nie przeznaczyć pół godziny. Wiązałem go siedem razy, aby się upewnić, że dobrze leży. A potem włosy! Każdy kosmyk musiał być dobrze ułożony. Wziąłem lusterko mojej siostry (używane przez nią do wyszukiwania nowych pryszczy) i, trzymając je ostrożnie z tyłu głowy, szukałem odstających włosów, które trzeba było przylizać większą ilością żelu.

A potem jeszcze woda kolońska. Rany, to dopiero było ważne. Ponieważ używałem jej po raz pierwszy, nie miałem pojęcia, ile jej na siebie wylać. Mój starszy brat-elegant kupował sobie drogie kosmetyki, toteż w dniu mojej pierwszej randki wkradłem się do jego pokoju i zacząłem eksperymentować z jego buteleczkami (z nastawieniem „im więcej, tym lepiej”). Gdy wychodziłem z domu, pachniałem jak fabryka wód kolońskich. Poszedłem po dziewczynę do domu. Byłem tak zdenerwowany, że o mało nie zwymiotowałem w pobliskie krzaki. Z chodnika do drzwi jej domu prowadziła ścieżka. Sprawiała wrażenie tak szerokiej i długiej, a ja byłem tak przerażony, że zanim ją pokonałem, obszedłem dom naokoło. Pamiętam, jak podszedłem do drzwi i przycisnąłem dzwonek. Stałem tak w oparach wody kolońskiej, zastanawiając się, czy nie uciec i mając nadzieję, że nikt nie otworzy. Ktoś to jednak zrobił – jej ojciec.

– Dzień dobry, jestem Josh – powiedziałem niemrawo.
– Wejdź, proszę – odparł. Ponieważ była to pierwsza randka jego córki, sądzę, że był równie zdenerwowany, jak ja, ale nie dał tego po sobie poznać.
– Dziękuję panu – powiedziałem. Siedzieliśmy w ciszy przerywanej od czasu do czasu krótkimi pytaniami i jeszcze krótszymi odpowiedziami.
– Jak tam w szkole, synu?
– Bardzo dobrze, proszę pana.
– Jak tam drużyna piłkarska?
– Mhm, niezbyt dobrze, proszę pana.
– Jak tam ojciec?
– Bardzo dobrze, proszę pana.Wtedy weszła ona. Była chyba najpiękniejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek widziałem. Musiała się zacząć szykować godzinę wcześniej niż ja!

Poszliśmy do kina. Nie był to najprzyjemniejszy wieczór w moim życiu, ze względu na zdenerwowanie, ale rozpierała mnie duma, gdy otwierałem swój portfel z dziesięcioma jednodolarowymi banknotami (dostałem kieszonkowe za dziesięć miesięcy z góry). Trzymałem go w ręku jak Rockefeller; jak gdyby mieścił się w nim cały amerykański dochód narodowy brutto.

W kinie nie czułem się swobodnie. Nie wiedziałem, czy podczas filmu można rozmawiać ze swoją dziewczyną. Zacząłem się też obficie pocić. Zamiast do ucha, szeptałem jej prosto w nos. Był to niezapomniany wieczór.

Ale, jak wszyscy wiemy, po pierwszej randce jest się bardziej doświadczonym i bardziej śmiałym. Po tygodniu myślałem już o trzymaniu dziewczyny za rękę. Następnym razem, kiedy przyszedłem po nią do domu, zwracałem się do jej ojca per „George”, zamiast „proszę pana”. Na kolejnej randce w kinie zaplanowałem odważne posunięcie. Poprawiłem się w fotelu, usztywniłem lewą nogę, podniosłem prawy bark i niby od niechcenia objąłem dziewczynę ramieniem. Siedziałem w tej koszmarnie niewygodnej pozycji, próbując jednocześnie oglądać film. W dziesięć minut później poczułem ból – najpierw w górnej części ramienia, potem coraz niżej, aż zacząłem myśleć, że umrę przed zakończeniem filmu. Z czasem jednak możliwość obejmowania dziewczyny zaczęła powoli tracić na atrakcyjności i trzeba było przejść do innych rzeczy. Coraz odważniej i odważniej…

Po nawiązaniu kontaktu fizycznego. . .

Wszyscy mamy tego rodzaju wspomnienia. Ja, siłą rzeczy, opowiedziałem je z perspektywy mężczyzny, ale jestem pewien, że wy, kobiety, też macie coś na ten temat do powiedzenia. Bez względu na to, gdzie i z kim chodziliśmy na randki i co na nich robiliśmy, wszystkie je łączy pewne podobieństwo – fizyczna progresja. Owa progresja pociąga za sobą to, co ja nazywam Prawem Słabnących Reakcji. Jeden rodzaj fizycznego kontaktu zadowala nas przez pewien czas, po czym jego oddziaływanie słabnie. Potem musimy mieć trochę więcej, lecz i to powszednieje. Potem jeszcze i jeszcze więcej. Za każdym razem posuwamy się dalej i zanim się zorientujemy, posunęliśmy się już za daleko.

Chodzenie na randki jest rzeczą naturalną. I ponieważ Bóg obdarzył nas wrażliwością na dotyk i ciepło drugiej osoby, równie naturalne jest pragnienie dotykania się. Kryje się w tym jednak niebezpieczeństwo. Pragnąc od życia tego, co najlepsze, musimy zdawać sobie sprawę z działania fizycznej progresji i Prawa Słabnących Reakcji. Kiedy tylko o tym mówię, zawsze słyszę pytania: „Dobrze, więc powiedz nam – gdzie leży granica? Na ile możemy sobie pozwolić? Jak daleko możemy się posunąć? Czy mogę dotknąć nogę w kostce, przegub, łokieć? Czy mogę pozwolić sobie na dotknięcie barków, a może…? Gdzie leży granica?”

Wielu ludzi chce, żebym określił konkretną granicę. Byłaby to jednak najgorsza rzecz, jaką mógłbym zrobić. Niektórzy bowiem poszliby na randkę i bez żadnych wstępnych ceregieli posunęli się jak najbliżej granicy, którą wyznaczyłem, po czym zaczęliby się zastanawiać, w jaki sposób mogą ją obejść. Właśnie tak zachowałoby się wielu z nas.

Domyślam się, że wiecie więc już chyba, że każdy powinien ustalić własną granicę i sądzę, że większość z was jest w stanie powiedzieć, jaka jest moja. Jeśli nie, zajrzyjcie do Nowego Testamentu. W każdym przypadku wszystko sprowadza się do jednego – kwestii woli. Czego naprawdę chcesz od miłości, życia, seksu i małżeństwa? To określi, jak daleko możesz się posunąć i co masz robić. Kiedy już ustalisz własne granice, musisz zawsze zdawać sobie sprawę z dwóch rzeczy. Po pierwsze, pamiętaj, że jeśli zrobisz coś dwa lub trzy razy, dosyć trudno będzie ci przestać. Gdy już raz uruchomisz ten silnik, niełatwo będzie ci go wyłączyć. Pamiętaj o Prawie Słabnących Reakcji. To, co działało na ciebie miesiąc temu, dziś będzie ci się wydawało czymś bardzo zwyczajnym.

Ustalanie własnych granic

Randki, zasada progresji i Prawo Słabnących Reakcji muszą angażować twój najważniejszy organ seksualny – umysł – jeśli chcesz odnieść sukces w związkach damsko-męskich. Mówiąc „sukces”, absolutnie nie mam na myśli „zaliczania”. Chodzi o to, żeby wasze doświadczenia nie wywoływały negatywnych uczuć, żebyście nie czuli się winni i mieli pozytywne nastawienie do partnerek, samego siebie, Boga i przyszłości.

To znaczy, że powinniście najpierw ustalić z dziewczyną, czy wasze poglądy na seks są wspólne i określić, czym jest dla was małżeństwo. To znaczy, że musicie odnaleźć prawdziwy cel pieszczot, a jest nim wzajemne przygotowanie się do najbardziej intymnego zbliżenia – stosunku płciowego. To znaczy, że musicie planować, aby nie znaleźć się wkompromitującej sytuacji, takiej, do której nie chcieliście doprowadzić. To także znaczy, że musicie zrozumieć siebie i płeć odmienną. Pogłębiające się zrozumienie spowoduje, że będziecie mogli przesunąć waszą granicę. Mówiliśmy już o pewnych różnicach między kobietą i mężczyzną. Zreasumujmy nasze wnioski. Różnią się oni po pierwsze tym, co ich podnieca. Jak stwierdził dr Dirks: „Kobiety programuje się głównie poprzez dotyk, a mężczyzn poprzez wzrok”. Mój przyjaciel, znany działacz młodzieżowy z Południowej Kalifornii, Ken Poure, powiedział: „W dzisiejszych czasach symbolem kobiecego seksu są piersi. Toteż dobrze obdarzona przez naturę dziewczyna, ubrana w podkoszulkę z napisem „uszczypnij mnie, jestem prawdziwa”, powoduje, że chłopakowi trudno jest zachować chłód”. A mimo to, dziewczyny nie muszą być dobrze obdarzone, ani nosić koszulek z prowokującymi napisami, żeby zrobić na chłopaku wrażenie.

Myślę, że większość kobiet wie, co jest podniecające, a co nie. Wiedzą, że ich wygląd ma na mężczyzn duży wpływ. Właśnie dlatego radzę dziewczynom poważnie się zastanawiać nad tym, co zakładają, kiedy idą na randkę. To, co wybiorą, będzie emitować najróżniejsze sygnały.

Natomiast jeśli chłopak chce, żeby jego związek nie posunął się za daleko pod względem fizycznym, musi uważać na swoje ręce. Nie jestem zwolennikiem zachowania typu „rączki przy sobie”. Pamiętajcie jednak, że dotyk jest tym, co najsilniej działa na kobiety i jeśli chcecie być odpowiedzialni, musicie zachować ostrożność w tej materii.

Inna różnica dotyczy seksu i miłości. Rozmowy z wieloma mężczyznami i kobietami przekonały mnie, że w umyśle mężczyzny dominuje seks, natomiast w umyśle kobiety pierwszeństwo ma miłość.

Dam wam przykład, jak to wygląda w małżeństwie. Powiedzmy, że mąż jest w pracy i widzi kobietę w obcisłym swetrze. Raz, dwa, trzy… i już mu tylko seks w głowie. Idzie się napić wody, myśląc o seksie, idzie na kawę, myśląc o seksie, je lunch, myśląc o seksie; marzy tylko o powrocie do domu. Jedzie do domu, ciągle myśląc o seksie. Wpada do mieszkania i znajduje swoją żonę w fatalnym humorze, ponieważ miała zły dzień. Popsuł jej się samochód, wypaliła żelazkiem dziurę w jego koszuli, upuściła tuzin jajek, boli ją głowa i nie pomogą nawet reklamy w telewizji. Ostatnia rzecz, na którą ma ochotę, to seks. Jeśli mąż nie jest cierpliwy i czuły, jeżeli będzie się spieszył, chcąc wprowadzić ją w stan podniecenia, może pojawić się spięcie. A nawiasem mówiąc, dlatego właśnie wyrobienie w sobie samokontroli przed ślubem tak bardzo się opłaca także po ślubie.

Postawmy teraz żonę w podobnej sytuacji. W drodze do pracy widzi przystojnego mężczyznę, czule obejmującego idącą obok niego kobietę. Może nie wywrzeć to na niej żadnego wrażenia, ale w trakcie pracy może sobie przypomnieć czuły dotyk swojego męża i gdy skupia się na tym wspomnieniu, zaczyna myśleć o miłości. Idzie na kawę, myśląc o miłości, pisze na maszynie, myśląc o miłości. Nie może się już doczekać, kiedy skończy pracę. Podczas przerwy na lunch wskakuje do samochodu i jedzie do domu tylko po to, żeby zastać w nim męża, który miał zły dzień. Ciasto na naleśniki wylało mu się na świeżo wypastowaną podłogę, wypalił żelazkiem dziurę w jej spódnicy i z tego wszystkiego wyrwał rączkę od lodówki. Na dodatek popsuł się telewizor i nie może obejrzeć kolejnego odcinka swojego ulubionego serialu „Dynastii”. Ostatnia rzecz, na którą ma ochotę, to seks. Żona jednak czule go obejmuje i słodkim głosem mówi: „Jak się masz, misiu? i… miś jest już gotowy! 🙂

Możecie wierzyć lub nie, ale te głupawe historyjki ilustrują dwie prawdy: znaczenie widoku dla mężczyzny, a dotyku dla kobiety oraz czasu. Mężczyźni mają zdolność do szybkiego pobudzenia. U kobiety zainteresowanie i energia seksualna wzrastają wolniej.

Jest to ważne dla obu stron. Kobiety powinny zrozumieć męską naturę, zdając sobie sprawę, że mężczyzna może odczuwać głębokie doznania erotyczne, zanim wystąpią one u niej. To, co kobiecie wydaje się zupełnie niewinne, może szybko doprowadzić mężczyznę do stanu podniecenia. Mężczyźni natomiast muszą sobie uświadomić, że na kobietę działa głównie dotyk i czułe słówka, i to co tobie może się wydawać niewinne kilka słodkich zwrotów,zapamiętanych z powieści i delikatne przytulenie – mogą rozbudzić ją bardziej, niż tego chciałeś.

Reasumując, chciałbym powiedzieć, że pociąg seksualny jest czymś dobrym, stworzonym przez Boga po to, żeby umożliwić mężczyźnie i kobiecie doświadczenie nieporównanej bliskości, opartej na wzajemnym zaufaniu, miłości i oddaniu. Jednak gdy do seksu podchodzi się w sposób nieodpowiedzialny, mogą powstać problemy. Modlę się, abyście wraz ze zrozumieniem procesu progresji, Prawa Słabnących Reakcji i różnic seksualnych między kobietą i mężczyzną, byli w stanie panować nad owym Bożym darem, a nie być przez niego zniewoleni. Teraz przejdźmy do szczegółowegoomówienia sztuki randkowania.

Kolejny rozdział